Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 847 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

WYKRAKAŁAM

poniedziałek, 03 listopada 2014 18:09
Skocz do komentarzy

No tak. Narozrabiałam. Zresztą wiadomo, że pakuję się w przeróżne dziwne sytuacje. Ale to naprawdę nie moja wina. Ja po prostu tak mam. Najważniejsze, że jeszcze żyję. Lecz było kiepsko. I nie wiem co byłoby gorsze: że nie żyję lub to, że nie mogłabym już opisać co się naprawdę stało. A wszystko zaczęło się tak niewinnie.

W jeden z chłodniejszych dni zeszłam do kotłowni, żeby rozpalić w centralnym. Dotychczas wystarczał mi piec w moim pokoju na parterze, w którym wieczorami paliłam drewnem. Dzięki temu było mi ciepło i przytulnie. Ale dni stawały się coraz bardziej deszczowe i ponure. Na piętrze zrobiło się zimno. Lubię chłód, ale bez przesady. Wcześniej zadzwoniłam do spółdzielni kominiarskiej i poprosiłam o przeczyszczenie  komina. Przyjechali i przeczyścili. Chcieli wejść do piwnicy, żeby wybrać sadzę z wyczystki, ale się nie zgodziłam. Cała piwnica była zawalona drewnem i dojście do miejsca w którym gromadzi się spadająca z komina sadza było niemożliwe. Obiecałam, że gdy odrzucimy drewno to syn wyrzuci sadzę i będzie ok. I tak zrobiliśmy. Przy okazji Starszy wyczyścił dokładnie piec co. Czyli byliśmy perfekcyjnie przygotowani na nadejście chłodu. Wtedy tak myślałam. Lecz nie przypuszczałam, że życie szykuje mi paskudną niespodziankę.

Weszłam do kotłowni i zaczęłam od zaprogramowania urządzenia obsługującego piec. Czyli do jakiej temperatury ma się nagrzać woda w kaloryferach, kiedy ma się włączyć nawiew itd. Potem rozpaliłam.  Ogień nie był zbyt duży, więc wróciłam na parter. Po kilkunastu minutach poczułam dym. Zbiegłam do kotłowni. Białe opary snuły się po piwnicy. Popędziłam do kotłowni. Gdy wbiegłam – włączył się w piecu nawiew. I zaczął się horror. Całe pomieszczenie momentalnie wypełniło się białym jak mleko dymem. Nie widziałam własnych rąk. Próbowałam dostać się do okna, żeby je otworzyć. Ale na próżno. Piekły mnie oczy i płuca. Rzuciłam się do ucieczki. Ale jak uciekać, gdy nic nie widzę. Na wyczucie biegłam wąskim piwnicznym korytarzykiem trzymając ręce wyciągnięte przed siebie. Żeby tylko nie zderzyć się ze ścianą! I nie stracić przytomności, bo to będzie mój koniec! Nagle ręką natrafiłam na drzwi.  Nacisnęłam klamkę i wpadłam do suszarni. Ale kłęby dymu momentalnie wypełniły i to pomieszczenie. Przede mną były następne drzwi. A za nimi upragnione wyjście. Do ogrodu. Zaczęłam siłować się z zamkiem. Czułam, że tracę przytomność. Jednak w ostatniej chwili udało mi się przekręcić klucz i wybiegłam na świeże powietrze. Stałam na trawniku trzymając się pnia drzewa i z całej siły próbowałam oddychać. Palący ból w płucach i piekące oczy z których strumieniami płynęły łzy były niczym w porównaniu z jedną myślą – żyję!!! 

Trzęsłam się z zimna i z przerażenia. Zaczął siąpić deszcz, a ja ubrana tylko w cieniutki sweterek stałam przed domem nie mogąc do niego wejść. Bo jedyne otwarte wejście to piwnica. A w domu nikogo nie było. Starszy miał wrócić za kilka godzin, więc pozostało mi czekanie. Na szczęście zobaczyłam na tarasie narzutę, którą zapomniałam zabrać poprzedniego dnia. Owinęłam się nią szczelnie i usiadłam w fotelu. Płuca dalej piekły, ale wiedziałam że to minie. Potrzeba tylko trochę czasu i świeżego powietrza. Po godzinie weszłam do suszarni. Dymu już prawie nie było. Zajrzałam do kotłowni. Cisza. Ogień zgasł i nawiew przestał działać. Sprawdziłam parter i piętro. Dym był widoczny, ale zagrożenie minęło. Otworzyłam wszystkie okna i zaczęło się wietrzenie. Temperatura w domu oscylowała między dziewięcioma a jedenastoma stopniami Celsjusza. I tak przez kilka dni. Mimo, że lubię zimno tym razem moim marzeniem było przytulić się do czegoś ciepłego. Powoli zamieniałam się w Królową Śniegu.  Grubo ubrana snułam się po domu zastanawiając się jak długo wytrzymam. Synowa chciała mnie natychmiast zabrać na wieś, ale odmówiłam. Przecież nie jest jeszcze tak źle. Przyjaciele oferowali mi swoje domy i mieszkania. Otwierało się przede mną tyle drzwi, że byłam wręcz zażenowana.  Potem zjawili się moi ulubieńcy – kominiarze.  Przeczyścili jeszcze raz komin i rozwalili w drobny mak czop z sadzy, który się tuż nad wyczystką utworzył. A Starszy rozpalił w piecu i cały system ogrzewania wspaniale zadziałał. Teraz jest już dobrze, więc wracam cała i zdrowa do pisania. Tfu… tfu… na psa urok. Żeby znowu nie wykrakać jakiejś okropnej przygody. A  następny wpis będzie opowieścią o białym pokoju. Ze zdjęciami. Jak prosiła Merlin.       

Podziel się




Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  110 834  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 110834

Lubię to

Horoskop