Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 847 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

MOI TRZEJ FACECI

poniedziałek, 20 października 2014 23:05

Wróciłam do miasta. Do swojego domu, do Starszego i do Czarnej Damy. Kocica oczywiście była na mnie śmiertelnie obrażona i okazywała mi to na każdym kroku. Bo jak mogłam ją zostawić na tak długi okres. Starszy jakoś sobie radził i tylko opakowania po pizzy świadczyły, że nie miał ochoty na gotowanie. Czyli męskie podejście do kwestii jedzenia – mama ugotuje to się zje. A jak nie ugotuje to dzwonimy i jedzonko nam przywożą.

 Teraz przyzwyczajam  się do życia w mieście. A jeszcze nie tak dawno budziło mnie pianie kogutów, dziwny odgłos bażantów spacerujących po ogrodzie  i szczekanie psów. Ale przyznaję, że jestem mieszczuchem i może dlatego  współczesna wieś nieco mnie rozczarowała. Z czasów dzieciństwa i wczesnej młodości pamiętałam krowy na pastwiskach i konie zaprzęgnięte do wozów. W prawie każdej zagrodzie były kury, kaczki i gęsi. I indory, które były moim utrapieniem, bo dziwnym trafem nie podobałam się im. Do dzisiaj nie wiem dlaczego.  A teraz? Zamiast wiejskich domów – wspaniałe wille. Nawet ogrody są inne. Wszystko zaprojektowane na wzór żywcem wyjętym z najnowszych katalogów. Po malwach, słonecznikach czy niezapominajkach nie ma śladu. Ówczesna wieś zmienia się w noclegownię dla zamożnych ludzi, którzy rano opuszczają swoje wille włączając alarmy i drogimi autami jadą do pracy. Wieczorem zmęczeni wracają robiąc po drodze zakupy w pobliskim markecie. Tutaj nie ma miejsca na krowy, owce czy kozy. A konie? Chyba tylko do jazdy wierzchem.

Ale nie o tym chciałam napisać. Miało być o  moich trzech facetach z którymi  spędziłam troszkę czasu. Najstarszy z lekko zaokrąglonym brzuszkiem, cichy, cierpliwy i lubiący się przypodobać. W każdej sytuacji okazywał swoją lojalność i przywiązanie.

Średni – najwyższy o wręcz stalowych mięśniach. I niezwykle przystojny. Gdy szedł ulicą to nie było osoby, która by się za nim nie obejrzała. Najczęściej nonszalancki i z zadziornym błyskiem w oku, który miękczył moje serce. Typ macho, lecz to właśnie on najbardziej mnie rozpieszczał przynosząc mi śniadania – niespodzianki. Co prawda nie zawsze trafiał w mój kulinarny gust, ale mam nadzieję że z czasem nabierze wprawy. Potrafił mnie też wkurzyć nie wracając na noc do domu. Wiadomo, młodość swoje prawa ma. Ale ja takiego zachowania nie toleruję. Dlatego od czasu do czasu odbywałam z nim poważną rozmowę. A kończyło się zawsze tak samo – cmokał mnie w policzek, puszczał mi oczko i wychodził. Gdybym go tak bardzo nie lubiła to …. Ech, szkoda gadać.

No i trzeci – Najmłodszy. Istny słodziak. Chociaż nieźle rozrabiał, to każdą psotę mu wybaczałam. Chyba mam zbyt dobre serce. Całe męskie towarzystwo rozpuściłam jak dziadowski bicz(i skąd takie porównanie? Co bicz ma wspólnego z rozpuszczeniem? Muszę to sprawdzić). Ale na pewno jestem nadopiekuńcza. I całą trójkę zagłaskałabym na śmierć.  No to czas się zmierzyć z zagadką. Wiadomo, że znów Was wkręcam.

Najstarszy – Senior. Kocur dachowiec, który razem z parterowcami wyprowadził się na wieś. Średni – wiem, że już wiecie. Oczywiście Kazik (a właściwie Kaszmir). Pręgowany maine coon, który wydoroślał i stał się wspaniałym okazem. Jest jeszcze najnowszy nabytek Gucio (a naprawdę Guczi). To niebieski maine coon. Ma dopiero pół roku, ale milszego pieszczocha jeszcze nie znałam.  Została do wyjaśnienia kwestia śniadań, którymi częstował mnie Kazik. Otóż były to nornice, polne myszy i inne bliżej mi nie znane stworzonka. Przynosił je rano, kładł na tarasie na wycieraczce i znikał. Czasami czekał aż mu podziękuję i pogłaszczę po ogromnej łepetynie. Wtedy wydawał dźwięk oznaczający ogromne zadowolenie i ruszał na poszukiwanie przygód. Jak na prawdziwego faceta przystało.  

Moi faceci czasami potrafili mnie zdenerwować. Szczególnie Gucio, który chodził za mną jak piesek. Ale gdy jestem już u siebie – tęsknię za nimi.

A teraz kilka słów do Merlin. Zdjęcia WHITE  DREAM są w moim laptopie. Czyli następny wpis powinien być zgodny z Twoim życzeniem. Chyba, że życie znowu spłata mi figla i jakaś niespodziewana przygoda pokrzyżuje mi plany.

 


Podziel się
Tagi: wieś, koty

komentarze (19) | dodaj komentarz

NOTARIA

czwartek, 09 października 2014 23:34

Mogłabym  zacząć od stwierdzenia, że post o Notarii piszę pod przymusem. Bo kiedyś Jej to obiecałam. Ale nie napiszę, gdyż ten post z przymusem  nie ma nic wspólnego.  I oczywiście miałam dylemat. Czy napisać kim naprawdę jest Notaria? Wtedy musiałabym uruchomić wszystkie moje „detektywistyczne kontakty”.  Ale robię to tylko w bardzo wyjątkowych i niezwykle ważnych okolicznościach. No i pytanie: …czy Notaria tego by chciała?..  Znając Ją z blogowiska już kilka lat mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć, że tego by na pewno nie chciała. Dlatego będzie to opis mojego o Niej wyobrażenia. Nie wiem na ile ten opis będzie zgodny ze stanem faktycznym, ale wiem na pewno że będzie odzwierciedlał to co myślę o tej niezwykłej kobiecie.

Przede wszystkim zafascynowała mnie swoją ogromną wiedzą o muzyce(głównie klasycznej), oraz literaturze. A najśmieszniejsze jest to, że Notarię i mnie połączył mężczyzna. A konkretnie miłość do tego samego faceta. Normalnie to powinnyśmy się nie cierpieć, bo trójkąty sprawdzają się tylko w geometrii. Ale Jan Sebastian Bach od dawna nie żyje, więc trójkąt jest stabilny i ma się dobrze. Tak jak muzyka tego genialnego kompozytora.  Na swoim blogu Notaria proponowała wysłuchanie przeróżnych utworów. Słuchałam wszystkiego, bo było warto. Podobno dobrzy ludzie kochają muzykę, a tylko niezwykle wrażliwym udaje się rozumieć i rozkoszować muzyką klasyczną. I oto mamy dwie pierwsze zalety Notarii: 

DOBROĆ  i  WRAŻLIWOŚĆ. 

Dość o muzyce. Przechodzimy do literatury. I w tym momencie kładę uszy po sobie, bo zaczynamy od literatury bardzo ambitnej. Przyznaję – czytając posty Notarii  czuję się jak uczennica.  Podziwiam Jej umiejętność analizowania przeczytanej treści. Jest niezwykle dociekliwa. Czasami mam wrażenie, że chciałaby wejść w głowę twórcy dzieła i dotrzeć do jego najbardziej skrywanych tajemnic. I mamy trzecią zaletę:

DOCIEKLIWOŚĆ. 

A co poza tym? Jest skromna i chyba lekko się rumieni, gdy się Ją chwali. Ale jak nie chwalić, gdy z prowadzonych przez Nią blogów aż bije ogromna wiedza. Nie narzuca swoich przemyśleń, ale dzieli się nimi jak kromką chleba. Można skorzystać lub odmówić, lecz głodny wiedzy blogowicz na pewno skorzysta. Pojawia się czwarta i piąta zaleta: 

SKROMNOŚĆ  I  OGROMNA  WIEDZA.

Nie wiem , czy powinnam dalej wyliczać. Bo mam takie odczucie,  że za chwilę zobaczę Notarię, która grożąc mi palcem powie iż nie powinnam stawiać Ją na blogowym świeczniku.

A ja już wybiegam do przodu i odpowiadam, że poprzez swoje blogi na tym świeczniku  postawiłaś się sama. I nie masz wyboru. Musisz dalej pisać. A piszesz tak, że mimo poważnych tematów prawie zawsze znajduję w Twoich tekstach jakąś iskierkę humoru. Wysmakowane poczucie humoru to rzadka zaleta, a Ty ją posiadasz. I chwała Ci za to, bo gdybyś była nadętą moralistką omijałabym Cię szerokim łukiem. 

POCZUCIE  HUMORU 

I jeszcze jedno co mi się bardzo podoba. Masz do mnie iście anielską cierpliwość. Nie wiem jak do innych blogowiczów, ale przypuszczam że wszystkich traktujesz tak samo. 

CIERPLIWOŚĆ

A teraz powinnam się skupić na wadach. Długo nad tym myślałam, bo przecież każdy jakieś wady posiada(nawet ja). Lecz im dłużej się zastanawiałam tym większą pustkę miałam w głowie. I spasowałam. Poddaję się. Nie wiem. Ale być może jest też tak, że zalety są również wadami. To tak jak ze mną. Moja ogromna wada – jestem uparta. Natomiast w niektórych sytuacjach ta wada staje się zaletą. Dlatego nad wadami już zastanawiać się nie będę i przejdę do wyglądu zewnętrznego. Teraz powinny pojawić się kropeczki ………… oraz znaki zapytania??????????? Dlaczego? Ano dlatego, że nie wiem jak Notaria wygląda. Zdjęć na blogach nie ma, a swoich wyjątkowych kontaktów nie uruchomiłam. Została mi tylko moja wyobraźnia.

Gdy czytam książkę to w moim umyśle pojawiają się konkretne osoby. Mają jakąś twarz, jakąś sylwetkę i jakieś zachowania. A wszystko to rysuje mi się na podstawie czytanego tekstu. Tylko że autor ułatwia sprawę opisując bohaterów. Tutaj jest inaczej. Mam blogi(czyli teksty), ale opisów bohaterki brak. Zdjęć także nie ma. No niezupełnie. Są, ale nie takie jakie by mi były pomocne. Dlatego naciskam przycisk „moja wyobraźnia” i zaczynam.

 Notaria Nr 1

Niezbyt wysoka, szczupła, blondynka z lekkim makijażem. Ubrana w ciemny kostiumik (garsonkę?) i jasną bluzeczkę. Idzie korytarzem. Cichym echem odbija się stukot niezbyt wysokich obcasów. Otwiera jakieś drzwi i wchodzi do pokoju. Siada przy biurku. Komputer, kubek z kawą i sterta poukładanych kartek papieru. Zdejmuje okulary i przeciera zmęczone oczy. Przymyka powieki i opiera głowę na dłoni. Uśmiecha się, bo Jej mózg odtwarza niedawno zasłyszaną melodię. Brzmiało pięknie, ale czeka praca. Zakłada okulary i pochyla się nad klawiaturą.

 Notaria Nr 2 Niezbyt wysoka, szczupła, szatynka z krótkimi włosami. Siedzi w fotelu i czyta książkę. Jednak trudno skupić się na treści. Wstaje i wychodzi przed dom. Ubiera gumowce i rusza do ogrodu. Na liściach roślin błyszczą krople deszczu. To dobrze, że nieco z nieba pokropiło. Zioła, kwiaty i owocowe drzewa właśnie tego potrzebowały.

…jaki piękny szczypiorek. W sam raz do jajecznicy… pomyślała zrywając garść zielonych nitek. Wraca do domu. Jeszcze tylko jedno spojrzenie na ogród. Uśmiecha się. Tak niewiele potrzeba do szczęścia. Cichy bezpieczny dom, ogród, książki i ukochana muzyka.

Jest jeszcze Notaria Nr 3, Nr 4 i 5. Może wszystkie nieprawdziwe. Ale możliwe, że każda z nich ma coś z oryginału. I tylko Ona wie jaka jest prawda

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

WSPANIAŁY DZIEŃ

piątek, 03 października 2014 2:41

Zadzwoniła do mnie rano. Była zła i pełna pretensji.

…jesteś wredną małpą! Jak możesz tak traktować ludzi!..

Szybko zrobiłam rachunek sumienia. No nie wiem. Coś komuś powiedziałam? Kogoś obraziłam? Naprawdę nie pamiętam co złego zrobiłam.

…możesz jaśniej?..

…a mogę! Blok masz?..  

…blok? Jaki blok? Rysunkowy?… W słuchawce usłyszałam sapanie. Czyli jest ewidentnie wkurzona. 

…nie blok, tylko blog. G na końcu jak gamoń. Wiesz co to jest gamoń?..

Tym razem to ja się zdenerwowałam.

…a co to za dziwne pytania? Interesuje cię mój blog czy gamoń?.. 

…interesuje mnie blog, którego właścicielem jest gamoń. A właściwie gamonica…

Nie wiedziałam czy się śmiać, a może bardzo wkurzyć. Wybrałam wariant pierwszy.

…o ile mi wiadomo to słowo „gamonica” w języku polskim nie istnieje…

…wiem, ale ty istniejesz i olewasz ludzi którzy wchodzą na twój blog. Rozumiem, że nie masz czasu, ale minimum przyzwoitości wymaga żebyś odpisała na komentarze i napisała chociaż kilka zdań. Doceń to, że chcą czytać twoje wpisy i cierpliwie czekają na ciąg dalszy…

 Zrobiło mi się głupio. Fakt. Pod przymusem życiowej sytuacji narzuciłam sobie pewne priorytety. I blog znalazł się na szarym końcu. Ale nie chodzi o to, że u mnie nic się nie dzieje. I że nie mam o czym pisać. Wręcz odwrotnie. Zbyt dużo się dzieje.

Dlatego bardzo, bardzo serdecznie  Was przepraszam i oto ciąg dalszy.   

Po szalonym poniedziałku musiałam się odstresować i wszystko sobie jakoś poukładać. Poza tym jak co roku w sierpniu i we wrześniu miałam mnóstwo imprez urodzinowych, imieninowych i rocznicowych. Jak to określiła jedna z moich przyjaciółek? Jestem rozrywkową babką. Oczywiście żartowała, ale prawda jest taka że na takich uroczystościach muszę bywać.

Ale zacznę od najważniejszego: mamy w rodzinie następnego doktora (z wyróżnieniem). Na temat synowej nasłuchałam się mnóstwo pochwał i przyjęłam tyle gratulacji,  że byłam dumna jak paw. Przy okazji panowie profesorowie  wychwalali niesamowite zdolności naukowe Młodszego, więc razem z Przytulanką i rodzicami synowej mieliśmy wspaniały dzień. Ale obiecałam sobie, że nie będzie na blogu żadnych konkretów, bo to najczęściej źle się dla mnie kończy. Tym bardziej, że musiałabym pisać o znanych osobistościach. Lecz zamiast tego mogę opowiedzieć  zabawną anegdotę .

W trakcie dyskusji nad badaniami synowej siedziałyśmy z Przytulanką  naprzeciw komisji. Dla dodania sobie odwagi moje maleństwo trzymało mnie za rękę i przytulało się do mnie. Ze zdziwieniem dostrzegłam, że na poważnych twarzach panów profesorów pojawił się  uśmiech. Zerkali na naszą dwójkę z rozbawieniem. Po zakończeniu części oficjalnej i ogłoszeniu wyniku członkowie komisji podchodzili do nas z gratulacjami. Jeden z nich uśmiechnął się i stwierdził, że nie miał odwagi zadawać pytań.

 …gdy któryś z moich kolegów rzucił pytanie pani synowej to zauważyłem, że  marszczy pani czoło i mruży oczy. Dlatego wolałem się nie narażać na pani gniew… Roześmiałam się.

…czy ja wyglądam na groźną osobę?..

 …nie, ale wyczuwam że o rodzinę walczyłaby pani jak lwica… 

Przytulanka stała obok mnie i wydawało się, że nie jest zainteresowana tą rozmową.  Nic bardziej mylnego. Odwróciła się do mężczyzny, podniosła główkę do góry i powiedziała: …moja babcia nie walczy. Babcia się zawsze do wszystkich uśmiecha…

Profesor  spojrzał na moją wnusię i zaczął się śmiać.

…no i proszę. Następna waleczna. Chyba macie to w genach. A co do uśmiechu to czasem jest to najpotężniejsza broń…  Przytulanka nie zrozumiała sensu rozmowy, ale ja z uśmiechem podziękowałam.  

Anegdot  z tego dnia jest o wiele więcej, ale już późno i trudno mi zebrać myśli. Jeszcze tylko jedna sprawa. Tym razem osobista prośba do Notarii.

Od kilku miesięcy w moim laptopie drzemie sobie wpis. O Notarii. Tak jak obiecałam – napisałam, ale nie miałam odwagi wrzucić go na swój blog. Nie zapewnię Ci autoryzacji, więc musisz mi zaufać. Na słowo „tak” lub „nie” czekam tydzień. I tylko od Ciebie zależy czy się ten wpis ukaże.

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  110 836  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 110836

Lubię to

Horoskop