Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 985 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

LARWY CZY DŻDŻOWNICE

niedziela, 28 czerwca 2015 2:50

Zimowa  sobota 2015r. Wyruszyłam z Przytulanką na zakupy. Po drodze opowiedziałam wnusi o kłopotach jakie miał krasnoludek w zielonej czapeczce.

…to naprawdę zabrakło mu drewna do opalania domku? Przecież jest zimno i krasnoludek zmarznie...  martwiła się Przytulanka. 

…nie zmarznie, bo zaniosłam mu trochę patyczków z mojej kotłowni… pocieszałam moje maleństwo.  Wnusia przystanęła.

…co się stało?.. zapytałam zdziwiona.

…myślę  babciu, że ten krasnoludek to ma szczęście. Jak to dobrze, że zamieszkał w twoim ogrodzie. Opiekujesz się nim i pomagasz mu gdy tego potrzebuje. A potem o wszystkich przygodach opowiadasz swojej wnusi. Czyli mnie…   

Roześmiałam się. Wiem, że cieszą ją dwie sprawy. Po pierwsze – że mam w ogrodzie niezwykłego lokatora. A po drugie – każdego wieczoru przed snem opowiadam Przytulance jedną przygodę krasnoludka w zielonej czapeczce. O sroce, która chciała ukraść krasnoludkowi jego ulubioną zieloną czapeczkę. O biedronce, która zgubiła swoje czarne kropeczki, a krasnoludek próbował je odszukać. O grajku – koniku polnym, któremu zepsuły się skrzypki, a krasnoludek je naprawił. I dużo innych historii do których wrzucam zawoalowaną naukę pomocy słabszym i bardziej potrzebującym. A moja mała mądralińska zawsze odnajdzie sens opowieści. Z dumą patrzę jak podczas prac w ogrodzie podnosi leżącą na chodniku dżdżownicę i zanosi ją do spulchnionej ziemi. Biedronkom wyszukuje listki z mszycami. Nie łapie motyli bo wie, że połamałaby im skrzydełka. Podlewa kwiaty …bo babciu one też muszą mieć wodę do picia…  

…ale nie rozumiem dlaczego zbudował swój domek pod krzakiem aronii. Nie mógł go zbudować pod tujami? Tam byłoby mu cieplej i bezpieczniej. I pod takimi gęstymi krzakami sroki by go nie znalazły. Kiedyś opowiadałaś mi jak sroka  zaatakowała krasnoludka, a ty go uratowałaś…   

…po to są dorośli ludzie, żeby pomagali słabszym. I masz rację z tym domkiem. Porozmawiam z krasnoludkiem. Jeżeli się zgodzi to razem przeniesiemy jego domek pod tuje…  

Przerwałyśmy rozmowę, gdyż doszłyśmy do naszego ulubionego sklepiku.  Znajoma ekspedientka powitała nas słowami: …witam moje ulubienice. Co podać?..

Nim otworzyłam usta wnusia podeszła do lady i powiedziała: …poproszę larwy… Ekspedientka lekko zmarszczyła brwi i odparła:

…chyba nie mam. Ale sprawdzę…

Podeszła do jednej z półek i zaczęła szukać. W tym samym czasie do sklepiku weszły dwie starsze panie i stanęły za Przytulanką. Ekspedientka odwróciła się do nas i ze smutkiem w głosie powiadomiła że niestety, ale larw nie ma.

…a są dżdżownice?.. zapytała wnusia. Dwie starsze panie przestały ze sobą rozmawiać. …wolisz długie i grube, czy chude i krótkie?.. spytała fachowo ekspedientka. Wnusia odwróciła się do mnie i zapytała:

…to jakie weźmiemy do rosołku? Jak nie ma larw to może dżdżownice chude i krótkie będą lepsze od grubych?..

Kiwnęłam potakująco głową, a starsza pani stojąca za wnusią chwyciła się za serce. …dziecko! Czym cię babcia karmi?!..   Przytulanka spojrzała na starszą panią ze zdumieniem.

…rosołkiem z larwami lub dżdżownicami. Ale często wrzuca mi też kolorowe motyle… Starsza pani złapała się lady, bo chyba lekko zasłabła. Ja w tym czasie poprosiłam o mleko i twarożek do naleśników. Zapłaciłam i już chciałam wyjść, gdy usłyszałam jak wnusia tłumaczy starszej pani, że wróżki świetnie gotują. A jej babcia wróżka gotuje najlepszy rosołek pod słońcem.

…słonko, wychodzimy…

Wnusia podeszła do mnie. Gdy wiązałam jej szal usłyszałam jak ekspedientka ze śmiechem tłumaczy  oburzonym paniom, że larwy to makaron w kształcie ryżu. Dżdżownice to makaron w kształcie rurek, a kolorowe motyle to kolorowy makaron – kokardki. Przytulanka i ja pomachałyśmy roześmianej ekspedientce i wyszłyśmy ze sklepu. W tym dniu jadłyśmy rosół z dżdżownicami. A Przytulanka poprosiła o dokładkę. Kiedy opowiadałam tą historię Młodszemu – śmiał się jak szalony.

…kiedyś doniosą na ciebie do opieki społecznej i będziesz miała problemy…

Roześmiałam się.

…twoja córka mnie obroni…

…co do tego nie mam najmniejszej wątpliwości. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie – kiedy w końcu spoważniejesz…

 Zamyśliłam się. Znałam odpowiedź, ale nie spodoba się Młodszemu.

…szczerze? Nigdy…


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

SENS MOJEGO ŻYCIA

poniedziałek, 22 czerwca 2015 0:15

Właśnie dzisiaj mija pół roku od czasu gdy zaglądnęłam tutaj ostatni raz. Żeby zrozumieć co tak naprawdę się stało powinnam  cofnąć się w czasie. Do 24.12.2014r. To wtedy po raz pierwszy coś do mnie dotarło. No, może jeszcze niezupełnie zrozumiałam sens tego co się dzieje. Najwłaściwsze byłoby stwierdzenie, że zaczęłam dostrzegać co w moim życiu powinno być najważniejsze.   Bo ostatnio dosyć często dręczyło mnie pytanie typu – co po sobie zostawię. I nie chodzi o sprawy materialne, ale o jakieś bliżej nieokreślone „coś”. Wiadomo, że mężczyzna w swoim życiu  powinien wybudować dom, zasadzić drzewo i mieć syna. Mój mąż to wszystko spełnił i odszedł. A ja? Co powinnam zrobić, żeby zostawić po sobie jakiś ślad. Może to głupie, ale mam przeświadczenie iż mimo wielu zawirowań moje życie nie dało mi szansy na odnalezienie właściwej drogi. Ale istnieje możliwość, że taką okazję po prostu przegapiłam.  Lecz nigdy nie jest za późno, żeby to naprawić.

To tyle wstępu. Pora zacząć opowieść. Jedną z wielu, bo zapewne na tej się nie skończy.

                                                                

Wysiadłam z samochodu i spojrzałam w niebo. Tylko jedna gwiazda, która mrugała do mnie. Zrobiło mi się dziwnie smutno. Wigilia bez śniegu, bez św. Mikołaja, bez sań i reniferów to nie jest wigilia moich marzeń. Młodszy spojrzał na mnie i roześmiał się.

…znowu patrzysz w niebo? Wejdź do domu. Ona już na ciebie czeka…

Zerknęłam na podjazd. Tylko trzy samochody. To znaczy, że jestem pierwsza. Reszta gości powinna się zaraz zjawić. Podeszłam do wejściowych drzwi i zerknęłam przez witraż do środka. Siedziała zamyślona głaszcząc jedną rączką Gucia. W drugiej ściskała klucze. Ubrana w piękną czarną sukienkę w srebrne serduszka. Na nóżkach srebrne balerinki. Długie czarne włosy splecione w oryginalny warkocz dodawały jej uroku. Lekko zastukałam w szybkę. Podbiegła do drzwi i otworzyła je. Weszłam do środka.

…witaj, słoneczko. Pięknie dzisiaj wyglądasz…  

Przytuliła się do mnie mocno. 

…ty też, babciu. I pięknie pachniesz…

…to perfumy Coco Chanel. Na wyjątkowy wieczór wyjątkowy zapach…

Przytulanka uśmiechnęła się.

…już zaczęłam się martwić, że nie przyjedziesz. A mam ci tyle do opowiadania. Siedzimy obok siebie. Pod choinką w salonie są już prezenty. Kazik zniknął. A teraz pójdziemy do mojego pokoju, bo muszę koniecznie pokazać ci moją choinkę. Jest taka kolorowa…

Buzia się jej nie zamykała. Złapała mnie za rękę i lekko pociągnęła w stronę schodów. Wtedy z kuchni wyszła synowa. Wysoka, szczupła. W pięknej koktajlowej sukni. Ale miała jakąś dziwną minę. 

…dobry wieczór, mamo. Chyba przypaliłam rybę…

Roześmiałam się.

…nic nie czuję, więc chyba nie jest tak źle. A poza tym na kolacji będą sami swoi i dlatego nie ma powodu do niepokoju… 

Synowa jest perfekcjonistką. W świecie nauki to wielka zaleta, ale w codziennym życiu nie jest jej łatwo. Idealny świat nie istnieje, więc trzeba umieć godzić się także z porażkami. Jak to mój mąż zwykł mawiać:

…przyjmować niepowodzenia na klatę i iść do przodu…  

Dobra rada, ale czasami trudna do zrealizowania. Nawet mnie nie zawsze udaje się pogodzić z przegraną.

Poszłyśmy z Przytulanką na piętro. W dużej donicy stała żywa zielona choinka. Własnoręcznie zrobione ozdoby przyciągały wzrok.

…śliczna… powiedziałam do wnusi.

…wiem, ale zobaczysz tą w salonie. Jest bardzo duża i piękniejsza od mojej…

Usiadłyśmy na kanapie. Moje maleństwo pochwaliło się dyplomem i nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca w przedświątecznym konkursie. Przyznaję, że byłam z niej dumna. Nagle usłyszałyśmy szybkie kroki na schodach. To kuzyni Przytulanki przyjechali ze swoimi rodzicami. Chłopcy wbiegli do pokoju i od razu zasypali mnie potokiem słów. Przytulanka także chciała coś dodać i wyszło z tego niezłe trio. Słowa wpadały do moich uszu i mieszały się ze sobą tworząc niezwykłą zagadkę. Bo było coś o magii, bajkach, robotach i kotach.  Poczułam lekki zawrót głowy. Klasnęłam w ręce i zapanowała cisza. Trzy pary ocząt wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem. Westchnęłam cicho i wyjaśniłam: 

…co prawda mam podzielną uwagę, ale teraz nie bardzo rozumiem o czym mówicie. Mogę z wami rozmawiać i odpowiadać na wasze pytania, ale muszę je zrozumieć. Dlatego proponuję kolejność wypowiedzi. Zaczniemy od najmłodszego…

Dzieciaki radośnie przytaknęły główkami.  Rozmowy z nimi  zawsze sprawiają mi sporo radości. Zwierzają mi się ze swoich problemów oczekując mojej rady lub przynajmniej akceptacji podjętej przez nich decyzji.  Czas spędzony na rozmowie z milusińskimi  płynął szybko.  A wigilijna kolacja w dużym rodzinnym gronie to także sposobność do wymiany spostrzeżeń i dyskusji na dosyć oryginalne tematy. Jakby tego było mało Przytulanka szeptała mi do ucha swoje największe tajemnice. Słuchałam z uwagą i po cichu odpowiadałam na pytania.  Młodszy nie wytrzymał i podszedł do nas. 

…o czym tak po cichu rozmawiacie?...

Przytulanka odwróciła się i z uśmiechem odpowiedziała: 

…tato, nie przeszkadzaj. My z babcią mamy swoje sekrety… 

Widząc minę swojego syna z trudem powstrzymałam się od śmiechu.

…mój drogi. Jak widzisz nie możemy odpowiedzieć na twoje pytanie…  

Odszedł bez słowa, a my wróciłyśmy do przerwanej rozmowy.  

…proszę, dokończ. Opowiedz mi w jaki sposób wyleczyłaś krasnoludka…  dopytywała się Przytulanka. 

…zimową herbatką. Tą, którą tak lubisz. Jest w niej malina, lipa, mięta i sok z cytryny oraz miód… 

Przytulanka pochyliła się w moją stronę i cicho zapytała:

…a skąd wiedziałaś, że to pomoże krasnoludkowi?..

Roześmiałam się.

…skarbie, wszystkie wróżki potrafią leczyć. A szczególnie babcie wróżki… 

Chwilkę milczała. Przyglądałam się jak marszczy czoło i zagryza wargi. Chyba nad czymś intensywnie myślała. Nagle przytuliła się do mnie i szepnęła: 

…dobrze że jesteś moją babcią. A jak będę duża to też taka będę. Taka sama jak ty… Uśmiechnęłam się i pocałowałam wnusię w główkę. Wigilijny wieczór dobiegał końca.  Wracałam do swojego domu zastanawiając się jaka będzie moja następna wigilia.

Może to głupie, ale nie wyobrażam sobie tego wyjątkowego wieczoru bez mojego maleństwa.  Chyba się od niej uzależniłam. A może wszystkie babcie tak mają?

Ta historia dała początek temu, co jak ziarno zaczęło we mnie kiełkować.  Ale musiało się jeszcze sporo wydarzyć żebym pojęła sens przedziwnych zdarzeń. Zdarzeń, które wyprostowały moje ścieżki i odpowiedziały na pytanie o sens mojego życia.

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  109 565  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 109565

Lubię to

Horoskop

Wodnik

Nie lekceważ uderzenia przez skrzydło motyla....Wszak nawet kamień ulega sile kropelek wody. To co otrzymasz z łatwością - nigdy nie przysporzy ci prawdziwej satysfakcji.

więcej na horoskop.wp.pl