Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 846 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

CZAS , KTÓRY NIE CZEKA

niedziela, 31 lipca 2011 17:07

Sądziłam , że lepiej sobie poradzę . Niestety . Te pięć dodatkowych godzin dziennie wyrwane z codziennego rytmu i harmonogramu jest nie do nadrobienia . Chyba jestem sobą rozczarowana i sfrustrowana . Gdy wracam z zabiegów koło godziny siedemnastej - mam solidnie dosyć . Poza tym organizm po takiej dawce przeróżnych ingerencji też przechodzi mały wstrząs .

Co jest najprzyjemniejsze ? Masaż ręczny . Delikatny i niezwykle skuteczny . Z bardzo miłą masażystką , która uprzyjemnia mi zabiegi sympatyczną i pouczającą rozmową o zmianie stylu życia .

Wiem , że powinnam zwolnić tempo swojego życia , sama siebie docenić , otworzyć się bardziej na własne przyjemności  . To wszystko jest dla mnie od dawna jasne . I jeżeli nie zmienię swojego nastawienia - cała rehabilitacja pomoże tylko na chwilę .

A co jest najgorsze ? Pewien rodzaj ćwiczeń gimnastycznych wzmacniający mięśnie podtrzymujące górne partie kręgosłupa . I tutaj nie ma taryfy ulgowej .

 Na szczęście dziennie mam tylko pięć zabiegów . Lecz trzy lata temu byłam na trzytygodniowym turnusie rehabilitacyjnym na którym miałam po siedem zabiegów dziennie (a czasami i w sobotę).

Po trzech dniach mój organizm zwariował i czułam się tak jakbym miała silną grypę . Chciałam stamtąd uciekać , ale zacisnęłam zęby i wytrzymałam . Efekty były imponujące . Dlatego tak bardzo wierzę w dobrze dobrane zabiegi i w ich skuteczność . Ale potrzebna silna wola i kontynuowanie zaleconych ćwiczeń . Resztę rehabilitacji ponawiać przynajmniej raz w roku .

Na razie zaliczyłam trzy dni , a przede mną jeszcze siedem . Lecz dzisiaj odczułam , że jest nieco lepiej . Po pozostałych siedmiu będę znowu jak "nówka".

A z innych spraw ? Przez sobotę i niedzielę nadrabiam zaległości w domu . W sobotę pranie , sprzątanie i skoszenie trawnika . Dzisiaj więcej odpoczynku i dalsze prasowanie .

 Pogoda tak fatalna , że nie mam nawet ochoty na uśmiech . Chyba dopada mnie deszczowa chandra . Brakuje mi wieczorów w świetle pięknego księżyca , migocących gwiazd i tuptania jeży . W tym roku nie spędziłam ani jednej rozgwieżdżonej nocy na tarasie .

 Dziwny ten rok . Pędzi jak zwariowany , a ja na nic nie mam czasu . W sierpniu remont tarasu . Znów hałas i bałagan . Chciałabym mieć to już za sobą .

 Ale mnie wzięło !!! Koniec z biadoleniem !!! Podobno sierpień ma być słoneczny , więc do jutra . Bo przecież jutro sierpień :-D .


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

ROZMOWA Z TOLERANCJĄ W TLE

czwartek, 28 lipca 2011 19:27

Dwa dni temu byłam na zakupach . Wcześniej bank , a potem bliziutko do hali targowej . Umówiłam się ze Starszym , że idąc z pracy wstąpi do hali i zabierze torby z zakupami . Będę czekała na ławeczce . Zakupy spożywcze , ale kilka kilogramów się uzbierało . Ławeczka chyba czteroosobowa , ale z brzegu siedział tylko jeden mężczyzna . Z wyglądu troszkę starszy ode mnie . Wyglądał na urzędnika lub kogoś w tym stylu . Ustawiłam swoje torby  po przeciwnej stronie i zaczęłam co niektóre produkty przekładać . Żeby synusiowi łatwiej się niosło . Kątem oka widziałam , że zerka na mnie jakby chciał coś powiedzieć .

Nadeszła pani - blondynka . Wiekowo nie odbiegająca od naszej średniej . Postawiła swoje zakupy między nami i zaczęła narzekać , że nic nie kupiła , a wydała 50 zł. Pan na to , że chyba coś kupiła , bo za nic się nie płaci . Na to blondynka , że tylko trochę kosmetyków , ale nic drogiego . Ja nie wtrącałam się do rozmowy .

 Pan poczuł wiatr w żagle i stwierdził iż to wszystko wina rządu . Bo kto to widział , żeby każda rzecz drożała . Nie mówiąc już o rachunkach .

...strach odbierać jakiekolwiek dokumenty z administracji , bo za każdym razem każą nam więcej płacić ...

 Pani z niechęcią popatrzyła na pana i stwierdziła , że w dzisiejszych czasach

... to wszyscy jojczą zamiast myśleć pozytywnie ...

 Pan się zacietrzewił i oburzony odparł , że nie on zaczął . Pani się wkurzyła i stwierdziła , że jest (znaczy się ten pan) gburem i chamem . Zabrała swoje zakupy i obrażona odeszła . Ja nadal milczałam .

... słyszała pani ?... zapytał zdenerwowany pan . Kiwnęłam potakująco głową .

... a ja pani mówię , że to wszystko przez żydów . Jak ja ich nie lubię . Tylko że oni to sobie pomagają , a my na siebie szczekamy . Pani też żydów nie lubi ?...

... nie znam żadnego , więc nie wiem czy lubię ... odparłam zgodnie z prawdą .

... nie zna pani żydów ?! A może pani też jest ...

Ale nie dokończył , bo właśnie podszedł Starszy . Chwilę rozmawialiśmy , czy jeszcze czegoś nie dokupić . Potem synuś zabrał torby i ruszył do domu . Pan cały czas intensywnie nam się przyglądał .

No cóż . Może wyglądaliśmy na żydów ? Nie wiem jakimi kryteriami ów człowiek się kierował , ale na mój uśmiech i ... do widzenia ... odpowiedział  -  wzruszeniem ramion . Dobre i to:-D


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

NASTĘPNY PREZENT

wtorek, 26 lipca 2011 19:54

Gdy rano otworzyłam oczy i troszkę doszłam do siebie usłyszałam na parterze tuptanie . To wnusia , która już przed szóstą doszła do wniosku , że się wyspała . Narzuciłam na siebie szlafrok i szybko ruszyłam na ratunek parterowcom . Oni do pracy , a ja do gotowania kaszki . Pogoda za oknem barowa , więc pozostał pobyt w domu . Jednak ogród to świetna sprawa , ale nie w taką pogodę . Dlatego wymyślałam bajki , kleiłyśmy obrazki , bawiłyśmy się samochodzikami i klockami .

Po kilku godzinach byłam szczęśliwa , gdy podjechał po moją przytulankę samochód . Jednak jedna osoba , to troszkę za mało do ciągłej opieki nad dzieckiem . Nie ma jak dziadzio i babcia . Taki duet wzajemnie się uzupełniający może więcej . Ale jest jak jest . Od września wnusia idzie do przedszkola , więc mogę zacząć następny etap swojego życia .

Dzisiaj zaplanowałam wypad do banku , zakupy i nadrobienie zaległego prasowania . Wychodząc z domu natknęłam się na ogrodnika , który już czatował przy furtce .

 ... mam prezent ... powiedział wnosząc przed drzwi następny ładunek jabłek .

Jęknęłam . Boże !!! Przecież ja sobie z tym nie poradzę . Od jutra rana wnusia , wyjazdy na zabiegi , gotowanie obiadów , sprzątanie ,pranie , prasowanie , ogród , płot !!! A kiedy spać !!! Odpoczywać !!!

... czy musi mnie pan na siłę uszczęśliwiać ? ... zapytałam słabym głosem .

... jak dają za darmo , to trzeba brać . Ekologiczne , nie pryskane i bardzo smaczne . Więcej już nie będzie ... powiedział taszcząc trzydziestokilowy ładunek do holu .

Machnęłam ręką . Na razie wychodzę , a jak wrócę zacznę się martwić . Idąc przez miasto przeanalizowałam sytuację . Po powrocie zadzwoniłam do kuzynki .

... przyjedź jutro do mnie , ale przed południem . Dam ci trochę ekologicznych jabłek . Możesz na zimę zrobić musy jabłkowe ...

... rany ! Właśnie kończę zaprawianie ogórków . Jestem padnięta ! ...

... ja też jestem padnięta , więc się nie wymiguj . Czekam na ciebie jutro ... i odłożyłam słuchawkę .

Trzeba się z bliźnimi dzielić . Nawet jak nie chcą:-]


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

JUŻ MAM

poniedziałek, 25 lipca 2011 19:50

Jeszcze przed chwilą trzymałam go w objęciach . Przytulałam go do siebie i cieszyłam się , że żyje .

Gdy odzyskuje się utraconego przyjaciela , to cały świat uśmiecha się radośnie . Mój świat mimo deszczu i pochmurnego nieba zamienił się w świat słońca i jego radosnych promieni . Mogłabym tańczyć z radości i cieszyć się jak dziecko , gdy dostaje nową zabawkę .

 A gdy usłyszałam jego głos , to chciałam , żeby był . Żeby został ze mną na zawsze , żeby do mnie mówił i wspominał stare dobre czasy . Przecież tak robią prawdziwi starzy przyjaciele .

 Tak się za nim stęskniłam , że chciałam biec mimo deszczu . Ale Młodszy obiecał , że po niego pojedzie jak tylko wróci z pracy . Siedziałam jak na szpilkach . Ubrana do wyjścia z niecierpliwością spoglądałam przez okno . Nareszcie podjechał samochód . Wsiadłam i razem ruszyliśmy , żeby go odebrać .

 Co za radość !!! A gdy Młodszy uniósł się honorem i wyciągnął pieniądze , żeby zapłacić - zabrakło mi słów . Bo to przecież wina Kazika , że mój przyjaciel - stary zegar stracił chęć do życia .

 Teraz wisi samotnie na ścianie w dużym pokoju , wahadło porusza się rytmicznie i słychać głośne tik ... tak ... A co pół godziny niskim , ale dźwięcznym głosem oznajmia swoje bim... bam... Natomiast kocur ma zakaz wchodzenia  na piętro . To tak na wszelki wypadek , żeby mu znowu coś głupiego do tej kociej głowy nie wpadło . A tym razem mogłoby się skończyć całkowitym unicestwieniem mojego przyjaciela , bo Kazik jest jeszcze większy .


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

ODZYSKANE SZCZĘŚCIE

sobota, 23 lipca 2011 19:41

Dzisiejszy dzień miał być dniem "piżamowego lenia" , ale nie jest . Praca wre , bo od środy - do południa wnusia , a potem bieg do autobusu . Od środy zaczynam jeździć na zabiegi rehabilitacyjne . Dwa tygodnie przeróżnych zabiegów mniej i bardziej przyjemnych . A wszystko to dla zdrowotności . Cieszę się , że podreperuję stan mojego kręgosłupa , ale jednocześnie dziennie będę miała wykreślone kilka godzin z i tak napiętego planu dnia . Płot musi poczekać , ogród też .

Za to w ośrodku jest kawiarenka , do której wstępuję w przerwie między zabiegami . Spokojnie wypiję kawę i w ciszy poczytam lub coś napiszę . Tutaj mój czas się zatrzymuje .

Trzy lata temu właśnie w tej kawiarence spotkałam pewną znajomą . Była po wypadku i w tym ośrodku dochodziła do pełnej sprawności . Jak zdążyłam zauważyć nikt jej nie odwiedzał . Najczęściej siedziała samotnie przy stoliku . Ona zaczynała swój trzytygodniowy stacjonarny turnus , a ja kończyłam zabiegi . Spotkałyśmy się może cztery razy . W trakcie ostatniego spotkania wymieniłyśmy się telefonami , ale nie zadzwoniła . Ja też z głową pełną problemów po śmierci Męża z trudem dochodziłam do równowagi . I zapomniałam o telefonie .

Wczoraj wieczorem zadzwoniła . W głosie brzmiała autentyczna radość . Poinformowała mnie , że za miesiąc bierze ślub . A swojego przyszłego męża spotkała właśnie trzy lata temu w tym ośrodku . On przebywał na rehabilitacji po wylewie . I był jej wielką miłością sprzed lat .

 Ślub odbędzie się na drugim końcu Polski , więc na pewno nie pojadę . Ale już teraz złożyłam obojgu najserdeczniejsze życzenia . Cieszę się szczęściem mojej znajomej .

Sprawdzają się słowa Charlsa Coltona , że szczęście to mistrzyni ceremonii , która prowadzi nasz taniec życia przez meandry wielkiego Labiryntu . Ale każdego z nas inną drogą .

 A od siebie tylko dodam , że na znalezienie prawdziwego szczęścia nigdy nie jest za późno .


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

NIETYPOWE ODWIEDZINY

piątek, 22 lipca 2011 11:30

Batalia z jabłkami zakończyła się wczoraj późnym wieczorem . Wszystkie słoiki stoją w kuchni grzecznie w rzędach czekając na synowską siłę . Przecież trzeba je przetransportować do piwnicy . Tam spokojnie poczekają na zimowe miesiące .

 Miałam jeszcze dopowiedzieć jak długo pasteryzuję słoiki . Otóż te 0,5 litra i mniejsze - 15 min . Natomiast litrowe - 25 min . Liczę od chwili zagotowania wody , gdy zmniejszam gaz i woda tylko "pyrka". Ale po określonym czasie nie wyciągam je od razu z garnków . Po zgaszeniu gazu "dochodzą" sobie spokojnie aż woda z wrzątku zrobi się ciepła . Wtedy wyciągam słoje i wkładam następne mając gwarancję , że te wkładane nie popękają od zbyt gorącej wody . Gdy mam dużo słojów do pasteryzacji to pracuję na trzy garnki . W każdym mieszczą się cztery litrowe słoje . Czyli praca akordowo - taśmowa :-D.

Zresztą każda pani domu ma swoje wypróbowane sposoby , które przez lata praktyki udoskonaliła i jest z nich zadowolona .

Lecz miało być o odwiedzinach . Na wczoraj miałam zaplanowaną wizytę u mojej przyjaciółki . Paskudna pogoda i zmęczenie pracą przy jabłkach nie nastrajały mnie zbyt pozytywnie do wizyty . Ale gdy obiecuję , że będę - to będę .  Tym bardziej , że na owo spotkanie zapowiedziała się pani , z którą współpracowałam sporo lat temu . Kilkanaście lat starsza ode mnie , zawsze bardzo energiczna i znana z niezwykle ostrego języka . Ale o dziwo w stosunku do mnie zawsze miła i bardzo życzliwa . Dlatego z zaciekawieniem szłam na to spotkanie . Po drodze kupiłam mały drobiazg dla długo niewidzianej znajomej .

To taki mój niepisany zwyczaj , że spotykając się z kimś po latach lub idąc do kogoś chorego przynoszę coś , co sprawi tej osobie przyjemność . Lub przynajmniej po jakimś czasie przypomni nasze spotkanie .

 A jak przebiegła wizyta ? W niezwykle serdecznej atmosferze pełnej wspomnień . Nie przypuszczałam , że tyle pamięta i szczegółowo potrafi opowiedzieć niektóre zdarzenia . Zdziwiłam się , że po tylu latach opisywała moje sukienki i jakie fryzury nosiłam . Pamiętała nawet kiedy urodził się mój pierwszy syn . W  jakim wózku go woziłam i jaki był śliczny .

Byłam w szoku . Ale nie zapytałam dlaczego tak doskonale pamiętała takie szczegóły . Może następnym razem zapytam ?


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

OD NADMIARU RĘCE BOLĄ

czwartek, 21 lipca 2011 0:05

Troszkę powiedzenie zmieniłam , ale od nadmiaru mojego "prezentu" rozbolały mnie ręce . Wczoraj ogrodnik , który od czasu do czasu zajmuje się moimi trudniejszymi egzemplarzami roślinnymi przyniósł (przywiózł na rowerze) prezent . Trzydzieści kilogramów jabłek opadówek . Kto ma ogród z jabłoniami - zrozumie . Są to jabłka , które z różnych przyczyn wylądowały pod drzewem . Poobijane , robaczywe , brudne wymagają solidnej selekcji i mnóstwo czasu .

Wczoraj zaczęłam mycie i przeglądanie oraz wycinanie gniazd nasiennych . Potem krojenie na cząstki i smażenie w odpowiednim garnku . Na koniec rozdrobnienie na miazgę blenderem , doprawienie cukrem i cynamonem , włożenie do słoików i zagotowanie . Poprzedniego dnia uporałam się z połową "prezentu", gdyż jeszcze czyściłam ze starej farby furtkę i malowałam ją minią . A dzisiaj zajęłam się drugą częścią  jabłek . Muszę jeszcze słoje zagotować , ale już padam na nos . I ręce od noża bolą .

 Ale jaka satysfakcja i przyjemność , gdy zimą otwieram taki słoik . Od razu pachnie latem i robi się tak swojsko . 

A rano do wnusi na dyżur . Wesołe jest życie emerytki , ale na nudę nie narzekam ;-).


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

EMANCYPACJA

niedziela, 17 lipca 2011 18:48

Od nadmiaru zdarzeń , dziwnych sytuacji i nietypowych spraw w moim życiu zapanował chaos . Wiele rzeczy zaczyna mnie znów przerastać . Szkoda , że nie mam takiego "hamulcowego" , który by mnie przystopował .

 Znów zaczynam brać na siebie coraz więcej obowiązków . Efekt ? Problemy się nawarstwiają i powodują poczucie niepewności . Takiej głupiej niepewności , czy z wszystkim sobie poradzę . Przecież jestem zwyczajną kobietą , która ma prawo czegoś nie wiedzieć , nie umieć lub nie poradzić sobie w jakiejś sytuacji .

 Ale ... nie !!! Zaciskam zęby , kombinuję i idę do przodu jak czołg .

A wszystko to kosztem odpoczynku i braniem życia z lekkim przymrużeniem oka . Kocham  swoją niezależność , lecz czasami  jestem zła sama na siebie .

 Dzisiaj taka piękna pogoda , a ja na kartce papieru wypisuję harmonogram prac na następny tydzień . I to nie typu : ...pójdę do fryzjera (bo nie chodzę) , zamówię wizytę u kosmetyczki (też nie bywam) czy wpisanie innej przyjemności . Jest za to obcięcie żywopłotu od frontu domu , zdrapanie starej farby z płotu i pomalowanie minią . Wszystkie potrzebne akcesoria w ubiegłym tygodniu już kupiłam . Teraz następna faza - intensywna praca .

 I po co mi ta niezależność ? Zachciało się kobietom emancypacji , więc teraz ja pokazuję swoje możliwości . Zamiast tylko opiekować się wnusią , prać , sprzątać czy gotować to do głowy przychodzą mi typowo męskie prace . Chyba coś ze mną nie tak .  

Ale jaka satysfakcja , gdy mężczyźni otwierają szeroko oczy widząc jak zdzieram farbę z płotu elektryczną szczotką drucianą . Lub elektrycznymi nożycami przycinam żywopłot :-D .

Oby tylko mój kręgosłup to wytrzymał :-\


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

GOŚCINNOŚĆ

piątek, 15 lipca 2011 22:24

Żeby nie było , że nie jestem gościnna . Piotr wprosił się na ryż z jabłkami . I co ?

Ano trzy dodatkowe porcje zrobiłam , bo chyba to trzyosobowa rodzinka . Ale chyba pracował w nadgodzinach , bo do tej pory się nie zjawili . Trudno , przegapiłeś Piotrze świetną okazję do nietypowego obiadu .;-)Na dowód - zdjęcie , które dzisiaj zrobiłam . 

 Wszystko zostało jednak zjedzone przez znajomych , którzy późnym popołudniem zjawili się w moim domu .  I bardzo Ci dziękują , że się nie zjawiłeś :-]


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

UCIEKAJĄCY CZAS

czwartek, 14 lipca 2011 20:11

Miałam tyle do zrobienia . Lista spraw była długa i wymagała dużego zgrania w czasie . Wczoraj po przekazaniu wnusi zdecydowałam zacząć "podróż " po mieście . Niestety . Upał niesamowity i musiałam nieco odpuścić . Wyszłam po czwartej , ale wszystko było "nie tak" . Jakieś fatum mnie prześladuje . Nie załatwiłam nawet połowy zaplanowanych spraw . Resztą postanowiłam zająć się dzisiaj . A najważniejsze - odebrać z naprawy zegar . 

 I co ? Zegara nadal nie mam . Okazuje się , że to wcale nie taka prosta sprawa . Mam przyjść za tydzień . Wróciłam do domu zła i zmęczona . Upał zamienia się w potworną duchotę . Jestem tak padnięta , że postanawiam chwilkę odpocząć . Kanapa , to najlepszy sposób na chwilę relaksu . Ale dzwonek u furtki . Przyjeżdżają krewni , którzy chcieli chwilkę porozmawiać . Potem sąsiadka z dwiema reklamówkami jabłek . Ponieważ to opadówki , więc nadają się na musy .

 To miłe , że o mnie pomyślała , ale jestem tak zmęczona , że nic mi się nie chce . Jabłka nie zając - nie uciekną . A ja tylko na chwilę się położę .

I ta chwila to tylko trzy godziny . Po dziewiętnastej się obudziłam .

Przespałam potworną burzę i teraz mam zamiar nadrobić zaległości . Jabłka czekają , więc na jutro będzie ryż z jabłkami . Z cynamonem , cukrem i masełkiem zapiekany w mikrofalówce . Do tego tuż przed podaniem polanie gęstą kwaśną śmietaną .

A za oknem pada deszcz . Otworzyłam szeroko drzwi na taras . Szum kropli spadających na liście ma kojącą moc . W gabinecie lekko uchylone okno wpuszcza orzeźwiające powietrze . Na parapecie deszcz wybija werblem jakąś sobie tylko znaną muzykę .

 A czas ucieka . Tylko spojrzę do Waszych zapisków i biorę się za jabłka .  


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  110 851  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 110851

Lubię to

Horoskop