Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 847 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

WUNIA

środa, 31 sierpnia 2011 20:33

W spisie moich ulubionych blogów jest na samym końcu . I to nie dlatego , że go najmniej lubię . Po prostu mój laptop sam go tam wpakował . To "Myśli leniwe" . Świetna nazwa blogu , gdyż właścicielka "popełniła" kilka wpisów i umilkła . Potem znowu zaczęła i znów Ją gdzieś poniosło . Chyba rzeczywiście leniwa . Jednak znając Wunię osobiście wiem , że to niezwykle wrażliwa istota o złotym sercu i przyjaznej artystycznej duszy . A pewne zawirowania w Jej życiu odbiły się na prowadzeniu blogu . Teraz wyprostowała swoje ścieżki i dołączyła do grona wiernych blogowiczek .

Zerknijcie od czasu do czasu do Niej i zostawcie kilka ciepłych słów . Na pewno z początku nieśmiało , ale potem częściej będzie do Was zaglądać . Jest o całe pokolenie młodsza ode mnie , ale tak naprawdę to wspaniała przyjaciółka o kosmicznym poczuciu humoru , który trochę przygasł . Jednak wierzę , że wróci Jej humor i nieraz Was rozśmieszy do łez .  Tyle o Wuni .

A teraz czas na szybkie zdanie relacji z moich dzisiejszych poczynań . Rano jak zwykle wnusia , a potem ... znalazłam się pod płotem . Z wszystkimi akcesoriami potrzebnymi do malowania i z obstawą . Czyli z kotami sztuk - 3 . Malowałam tak zapamiętale , że z transu wytrąciła mnie pusta puszka . Jutro idę kupić następną .

Ale przekonałam się , że takie malowanie to świetny sposób na podryw :-D. Komplementy sypały się gęsto i muszę przyznać , że bez tandeciarstwa typu ... cizia , dobrze ci z tym pędzlem ... Nic z tych rzeczy . Raczej chęć niesienia pomocy czy zastąpienia mnie w malowaniu płotu ;-). Uprzejmie dziękowałam twierdząc , że właśnie robię to , co lubię . A szczytem podrywu było zachowanie pewnego pana , który cztery razy przejechał samochodem moją ulicą i za czwartym razem zatrzymał się przed moim płotem . Przez otwarte okno powiedział :

 ... wie pani , że to rzadki widok , gdy płot maluje kobieta ...

A ja nie byłabym sobą gdybym z ujmującym uśmiechem nie odparła :

... ale jaki sympatyczny ten widok ...

 Reszty nie opowiem . Domyślcie się sami .:-D.


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

RUSZAM DO AKCJI

wtorek, 30 sierpnia 2011 20:24

Jestem już cała i zdrowa . Z kazikowymi zapachami walkę wygrałam , ale i sporo innych spraw załatwiłam . Jutro ostatni dzień z wnusią , bo od pierwszego września idzie do przedszkola . A ja front robót mam przygotowany . W ciągu dwóch dni załatwiłam płytki na taras . Leżą już grzecznie czekając na fachowca .

 Płytki mrozoodporne i antypoźlizgowe w kolorze jasnego popielu z czarnymi punkcikami . Bardzo dobrej firmy , ale udało mi się cenę wynegocjować . I łącznie z przywozem i rozładunkiem pięćdziesiąt procent taniej .

Cud ? A może mój uroczy promienny uśmiech ? :-] Sekretu nie zdradzę i wolę zachować to w tajemnicy . A co - każdy ma jakieś maleńkie sekrety :-D.  

Od jutra zapałam miłością do mojego płotu i będę go pieściła pędzlem . Planów mam nieskończenie wiele , bo upał zelżał , choróbsko uciekło , więc najwyższa pora wziąść sprawy w swoje pracowite ręce .

No i dostałam bardzo ciekawą propozycję , którą zdradzę , gdy już będzie widoczna . I jest to "coś" co bardzo lubię robić , więc cieszę się na zapas . Zmykam , bo mam dzisiaj jeszcze sporo do zrobienia . I chociaż noc za oknem biorę się do pracy . A Was poodwiedzam , ale chyba jako duszek - koło północy .


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

WYSTARCZYŁO DZIESIĘĆ MINUT

niedziela, 28 sierpnia 2011 12:28

... czy wiesz , gdzie jest Kazik ?... pytam w piątek moją przytulankę .

... otworzyłam drzwi i wypuściłam ... odparła mała mądralińska .

 To znaczy , że buszuje w ogrodzie . To dobrze , bo rano jeszcze nie ma takiego upału , więc niech kocisko sobie poużywa . Ale na wszelki wypadek pytam :

... wypuściłaś do ogrodu ?...

 ... nie , do ciebie do góry ... 

]:-> Boże drogi !!! Muszę ratować swoje mieszkanie !!! Biegiem na piętro . Wołam , wabię tabletkami z walerianą . Słyszę go w gabinecie . Wchodzę i czuję okropny zapach !!! Kazik zaznaczył teren !!! Najważniejsze - pozbyć się go z piętra .

Ale potężne kocisko nie ma zamiaru wrócić na parter . Przez kilka minut trwał pościg za złośliwcem . W końcu zapędziłam go na schody i wygoniłam do ogrodu  . Muszę jednak zająć się wnusią , a pozbywanie zapachów zostawiam na potem . Gdy przytulanka odjeżdża - ruszam do siebie i już w holu czuję , że wlaściwie nie będzie to takie proste .

 Powiem tak - smród był wszędzie . Zaczęłam od otwarcia wszystkich okien , ale najważniejsze znaleźc miejsca , które oznaczył i dokładnie umyć . Przynajmniej kilka razy i popsikać specjalnym preparatem . Praca na kilka ładnych godzin .

Zaczęłam od gabinetu , bo tam na pewno był . Po pół godzinie zlokalizowałam bok sofy , kawałek ściany i biały chodnik . Chodnik do prania i wietrzenia , a reszta - mycie , mycie i mycie .

W kuchni drzwi były zamknięte , więc tam się nie dostał . Za to salon i sypialnia - szkoda gadać . Upał nieziemski , a ja bawię się w zgadywanki : gdzie znajdę następny ślad .

Po kilku godzinach miałam dosyć . Dywan nadaje się do czyszczenia chemicznego . Jeden z foteli musiałam czyścić i szorować prawie godzinę . Sypialnia była w najgorszym stanie . Ominę szczegóły , ale chciało mi się płakać . Najbardziej ucierpiał różaniec z drzewa sandałowego , który przywiozła mi z Betlejem Teściowa Młodszego . Leżał na nocnym stoliku , więc łatwo sobie wyobrazić jak wyglądała reszta .

 Kocur jest już wykastrowany , a mimo tego resztki instynktu podpowiadają mu takie zachowanie . Przeprowadziłam rozmowę z wnusią i parterowcami . Kazik ma całkowity zakaz wstępu do mojego mieszkania . Pozostałe dwa koty czują się u mnie dobrze i nie znaczą terenu . Ale od piątku nie chcą wchodzić do mieszkania i śpią oraz jedzą na tarasie . Bo zapach Kazika jeszcze jest wyczuwalny . A ja mam długą drogę , żeby się go definitywnie pozbyć .


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

SMUTNE ŚWIĘTOWANIE

piątek, 26 sierpnia 2011 21:53

Dzień jakiś rozmazany , dziwny . Nie wiem , czy cieszyć się lub smucić . Temperatura w cieniu ponad trzydzieści pięć stopni , więc mój organizm zapadł w lekki letarg . Rano wnusia o szóstej już nie spała , więc zaczęło się nieciekawie .

 W latach , gdy Mąż żył był to dzień pełen niespodzianek . Śniadanie do łóżka , czy jakiś prezent , który czekał już na mnie od świtu to znak , że czas zacząć świętowanie . Tłum gości w okrągłe rocznice zawarcia naszego związku małżeńskiego świadczył o tym , że ten dzień dla nas wiele znaczył .

 Dzisiaj wieczorem zjawiłam się na cmentarzu , zapaliłam znicze i stojąc w prawie całkowitych ciemnościach poczułam ogromną pustkę . To fakt , że człowiek to istota stadna . Potrzebująca bliskości drugiej osoby . Teraz byłam sama . Wiedziałam , że gdzieś tam Młodszy zapala znicze na grobach moich Rodziców i za chwilę przyjdzie , bo rozumie ,że boję się ciemności .

Stałam nad grobem i czułam , że ktoś mi się przygląda . Światła latarni na głównych alejkach rozjaśniały nieco mrok , ale ja poczułam się nieswojo . Nagle piekący ból na szyi i dekolcie wręcz zgiął mnie w pół . Jakby rzuciło się na mnie stado wampirów .  Krzyknęłam ze strachu . To wataha komarów doszła do wniosku , że jest jedzonko .

Złapałam torebkę i szybko ruszyłam do wyjścia . Młodszy zobaczył  , że wychodzę i swoim długaśnym krokiem doszedł do mnie . Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu .

 Nie tak chciałam spędzić ten dzień , ale pogoda oraz inne okoliczności zmieniły mój grafik .

Moje życie to rodzaj mieszanki radości i smutku  . Raz jasno i słonecznie , a raz pochmurnie . Ale czy to był na pewno smutny dzień ? 


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

RECEPTA NA ZMIANY

środa, 24 sierpnia 2011 17:49

Za oknem w cieniu termometr wskazuje +35 stopni . Jestem jak przekłuty balon . Już drugi dzień nic nie robię (oprócz opieki nad wnusią , obiadem i sprzątaniem). Okazuje się , że ból szybko nie przejdzie , gdyż mam rwę kulszową (że też musiałam zapoznać się z takim wrednym choróbskiem) a lekarstwa , które mogłyby szybko pomóc - są nie dla mnie .

I tak to jest , że nawet mój optymizm zamknął się w jakimś pudełeczku i udaje , że go nie ma . A na dokładkę w piątek jest trzydziesta dziewiąta rocznica mojego ślubu . Od czterech lat patrzę na datę i wspominam tamten dzień . Dlatego tak jak co roku późnym popołudniem pójdę na cmentarz , żeby przynajmniej znicz zapalić .

Od jednej z moich przyjaciółek dostałam małą książeczkę Bettiny Burbhof . Znalazłam tam sporo świetnych pomysłów na życie . Jeden z pomysłów przytoczę , bo wydaje mi się że dotyczy to wielu osób .

         Pozwolić odejść

... Czasami to boli , czasami cieszy : w życiu bez przerwy trzeba się z czymś żegnać - z ludźmi , z marzeniami , etapami życia , z lubianymi i nielubianymi zadaniami , z miejscami , które stały się nam bliskie . Życie to rzeka , niczego nie da się zatrzymać . Nie wiosłuj pod prąd , ale akceptuj to , co nieuniknione i naucz się pożegnań ...

Świetnie powiedziane . Wiele już potrafię , ale przyznaję , że najtrudniej wychodzą mi  pożegnania . Szczególnie z ludźmi . I chyba tak samo bolą jak przed laty . 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

DZIWNE ROZMOWY

poniedziałek, 22 sierpnia 2011 19:08

... babciu , czemu nie chcesz grać ze mną w piłkę ? ...

... słonko moje , babcię nóżka i plecki bolą . Łykam takie gorzkie tabletki , żeby szybko wyzdrowieć . Ale jak tylko będę zdrowa to na pewno zagramy ...

 ... a pójdziemy do ogrodu ? ...

... jak zjesz śniadanie , to idziemy . Tylko dzisiaj będziesz się bawiła sama . Babcia musi odpoczywać ...

... dobrze ...

Po śniadaniu ruszamy do ogrodu . Wnusia niesie w torbie moje telefony i tabletki , a ja swoją swieżo zaparzoną kawę . Prowadzi mnie wprost do ogrodowej leżanki .

... tutaj sobie poleż , a ja poszukam ślimaków ... zarządziła mała mądralińska . Nim ulokowałam się na leżance - przytulanka miała już w miseczce kilka dorodnych ślimaków i przyszła się nimi pochwalić . Widocznie miałam niezbyt zachwyconą minę , bo stanęła kilka kroków ode mnie i patrząc mi w oczy stwierdziła :

 ... nie rozumiem czemu ich nie lubisz . Są śliczne i mają takie ładne różki ...

... a czy ty lubisz duże pająki lub pajęczyny ?... zapytałam . Chwilę pomyślała i odparła :

... wiem . Ja nie lubię pająków i pajęczyny , a ty nie lubisz ślimaków . I wszystko jasne ...

... i proste jak drut ... zażartowałam .

... a czemu jak drut ? ... dopytywała wnusia . No i zaczęło się . Pytaniom nie było końca . W szybkim tempie wypiłam kawę , bo zasychało mi w ustach od odpowiadania na sypiące się pytania . Przytulanka ulokowała się obok mnie na leżaku i domagała się odpowiedzi na wszelakie wątpliwości .

 Kocham moje maleństwo , ale taka 3,5 - latka potrafi spowodować , że przestaje boleć noga i kręgosłup a zaczyna głowa oraz wszystkie narządy potrzebne do mówienia:-D.

A po wyjeździe wnusi doszłam do wniosku , że na dzisiaj mam dosyć . Płot poczeka i cała reszta także .


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

TROSZKĘ LEPIEJ

niedziela, 21 sierpnia 2011 22:42

Tabletki łykam , masuję obolałe miejsce i trochę przystopowałam . Gotuję tylko obiady i robię najważniejsze czynności . Z przyszłym wykonawcą obgadałam   przez telefon sprawę remontu tarasu . A z mężem kuzynki oglądnęliśmy obiekt dokładnie i już wiem co trzeba zmienić i poprawić . On - po studiach w dziedzinie budownictwa właśnie w tym roku remontował swój , który jest podobny do mojego . Bo przed laty robili go ci sami fachowcy . Udzielił mi mnóstwo cennych informacji , więc znów będę miała możliwość dopilnowania brygady remontowej (żeby jakiejś fuszerki nie odstawili) . Jutro od rana znów wnusia , ale tylko do pierwszego września , bo potem przedszkole .

 Gdyby jutro była ładna pogoda , to po przekazaniu przytulanki wzięłabym stołeczek i pomalowała kawałek płotu . Zresztą zobaczę jak się będę czuła . A wszystkim dziękuję z całego serca za komentarze . Chyba dzięki tej pozytywnej energii szybciej dochodzę do zdrowia @)-->-->-- A do lekarza oczywiście pójdę .


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

ZDOŁOWANA

sobota, 20 sierpnia 2011 11:40

Błagam !!! Tylko nie piszcie ... a nie ostrzegałam ?...

Wylądowałam u mojej przesympatycznej lekarki rodzinnej , bo przesuwałam ogromny pojemnik z bambusem . Tylko o jeden metr , bo ładniej by się wyeksponował . Coś , gdzieś ... i okropny ból . Po południu wpadła jedna przyjaciółka z lekarstwami , bo ja z trudem się poruszam . Dzisiaj przychodzi druga , żeby mi potowarzyszyć i ewentualnie pomóc . Na jutro zapowiedziała się trzecia , więc na brak życzliwych mi osób nie narzekam . Ale co się nasłuchałam !!!

 Że w moim wieku to powinnam być bardziej rozważna i nie traktować siebie jak kobietę , która wszystko sama ... Że jestem narwańcem i najwyższy czas przystopować . Gdybym nagrała to , co usłyszałam przez telefon - uszy by spuchły . Na szczęście ulitowały się nade mną i teraz tylko pocieszają .

 Na razie kończę , bo siedzenie przy biurku sprawia mi ból . Ale wieczorem , gdy wezmę silniejsze leki wpadnę do Was w odwiedzinki i poczytam co u kogo w trawie piszczy . A jak wpadniecie do mnie proszę - nie dobijajcie mnie . 


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

PRACA , PRACA , PRACA

piątek, 19 sierpnia 2011 2:20

Praca to chyba moje ostatnio ulubione słówko . Wczorajszy dzień był sukcesem na miarę Pstrowskiego (o ile dobrze pamiętam , to ktoś kto robił więcej niż musiał) . Dlatego trawnik ślicznie skoszony (chociaż na dwie raty) , następna porcja jabłek łącznie z aronią wdzięczy się do mnie ze słoików . I całe przęsło płotu dzięki drucianej szczotce przygotowane już do malowania  . Gdy znajdę słoneczny pogodny dzień pomaluję następny kawałek ogrodzenia .

Wzdłuż ścieżki od furtki do drzwi wejściowych posadziłam białe wrzosy , a między nimi miniaturowe białe dzwonki . Popatrzyłam na nie rano i serce mi zamarło - wszystkie dzwonki  zniknęły . Zostały tylko puste bezlistne łodyżki . A pod krzakiem cisu spał sobie słodko obżarty brązowy ślimak !! Fe !! Te bez skorupek są naprawdę obrzydliwe . Tak się zdenerwowałam , że wpadłam do holu , złapałam buteleczkę dobrej klasy perfum i połowę wylałam na drzemiącego szkodnika . Uciekał w ekspresowym tempie , ale czy dzwonki odżyją ? Już nie mam siły do tych żarłocznych stworzeń . Brzydzę się nimi i nawet ptaki nie traktują ich jako pożywienie . Do tych w skorupkach i owszem , ale brązowe panoszą się bezkarnie . Została tylko chemia , ale zrobię to w ostateczności . Nie lubię chemii w ogrodzie , bo ginie przy okazji także wiele pożytecznych owadów .

 W następnym tygodniu muszę przyciąć kilka krzewów . Cztery są w formie bonsai . Gdy kilka lat temu ruszałam z sekatorem i ogrodowymi nożycami do przycinania swoich oryginalnych roślinek mój Mąż ze śmiechem wołał za mną :

...tylko pamiętaj , że one też czują , więc miej litość nad nimi i zostaw chociaż pnie ...

Ot , złośliwiec . Ale brakuje mi tych Jego docinków ;-(


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

KŁÓTNIA Z BOGIEM

wtorek, 16 sierpnia 2011 13:34

Kilka razy kłóciłam się z Bogiem . Pierwszych kłótni nie pamiętam . Konkretnie ? Nie pamiętam o co byłam zła . Ale głównie o to , że mi coś zabiera .

 Pierwsze wspomnienie kłótni , to gdy mi zabrał moją ukochaną Mamę . Inni mieli , a ja nie . Potem kłóciłam się  , gdy mi zabrał Męża . Człowieka , który mnie kochał nad życie . I też musiał odejść . I Szwagierkę , która była dla mnie jak siostra której nigdy nie miałam .

A może to wada jedynaczek , że są złe , gdy im się coś zabiera ? Ale przecież potrafię się z innymi dzielić . Radością , dobrami doczesnymi , przyjaźnią i wieloma innymi rzeczami . 

Teraz się nie kłócę , bo co jeszcze może mi zabrać ? Dzieci ? To byłby cios poniżej pasa i tego chyba mi nie zrobi .

Ale tym odbieraniem nauczył mnie pokory do życia i do swoich wyroków .

 Gdy z moją przyjaciółką rozmawiałam o tych moich kłótniach z Bogiem - powiedziała mi , że każdy człowiek ma przynajmniej siedem osób , które go kochają . A ludzie otoczeni miłością nie powinni się kłócić .

No to zaczęłam liczyć : dwaj synowie i wnusia . Na razie trzy osoby . Synowa ? Lubi mnie i szanuje , ale czy kocha ?

 Przyjaciółki ?  Na pewno bardzo mnie lubią , ale czy to kochanie ?

 Już dwa dni nad tym myślę . Zapętliłam się totalnie . Pełna sprzecznych uczuć zadzwoniłam do drugiej przyjaciółki i podzieliłam się swoimi wątpliwościami .

Ta wysłuchawszy mnie chwilę pomyślała i odparła , że jestem okropnie pazerna . Czy nie wystarczą mi trzy osoby ? :-(


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  110 856  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 110856

Lubię to

Horoskop