Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 989 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ

poniedziałek, 23 września 2013 15:35

Czas płynął, a ja powoli dochodziłam do siebie. Lekarstwo zadziałało, więc postanowiłam wrócić. Wiedziałam, że powinnam porozmawiać z Janem. Tylko trudno być sobą w takiej sytuacji. Idąc do pokoju chorego przechodziliśmy obok kuchni. Piotr zapytał, czy chcę ją zobaczyć. Zgodziłam się. I to był mój błąd. Otworzył drzwi i ujrzałam duże jasne pomieszczenie pełne białych mebli . Kuchnia w stylu angielskim, ale z najnowocześniejszą technologią. Weszłam i stanęłam oko w oko z kobietą. Młodsza ode mnie. Chyba ładna. Szczupła, zgrabna. Piotr przedstawił mi ją:

…to Marta, która zajmuje się prowadzeniem domu…

Powiedziałam, że miło mi poznać. Nie odpowiedziała, tylko na mnie patrzyła. Nagle mój towarzysz przeprosił i wyszedł. Musiał odebrać telefon. Zostałam w kuchni. Kobieta podeszła do mnie i zapytała po co przyjechałam. Chyba było to pytanie retoryczne, bo sama sobie od razu odpowiedziała. Nie przytoczę dosłownie tego monologu, ale sens był mniej więcej taki, że chcę się nachapać. Ale niech mi się nie wydaje, że będę panią tego domu. Próbowałam jej przerwać, ale byłam bez szans. Wykrzyczała, że bank już położył łapę na domu i całym majątku. Żebym się na zapas nie cieszyła. W końcu zaczęła mnie obrażać, że jestem pazerna, chciwa i bezwzględna. Tego typu słów było o wiele więcej. Zakończyła stwierdzeniem, że zniszczyłam Janowi życie.

Nie wytrzymałam. Bez słowa otworzyłam drzwi i wyszłam. Gdyby nie działająca tabletka to wybiegłabym z tego cholernego domu z płaczem.  Na szczęście pojawił się Piotr. Nie powiedziałam mu jak powitała mnie Marta, bo i po co dokładać mu problemów.

Weszliśmy do pokoju. Jan miał zamknięte oczy. Drzemał. Siadłam w fotelu . Wtedy się obudził. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Zapytał jak podoba mi się dom. Odparłam, że jest piękny. Pytał o pokoje, meble i czy coś bym zmieniła. Roześmiałam się:

…owszem. Za dużo zdjęć. Wiesz jakich…

Znów przymknął oczy. Myślałam, że zasnął, ale po chwili je otworzył i powiedział, że nie mam racji.

…dzięki nim ten dom żyje…

Miałam na ten temat inne zdanie, ale doszłam do wniosku, że tutaj moje zdanie się nie liczy. Rozmowa zbytnio się nie kleiła. Na twarzy chorego widziałam cierpienie. Próbował je ukryć, lecz niezbyt dobrze mu to wychodziło. Moje lekarstwo chyba też straciło swoją moc. Zdałam sobie sprawę z tego, że powinnam wyjść. Spojrzałam błagalnie na Piotra. Zrozumiał.

…prześpij się… powiedział do Jana.

Wstałam i pochyliłam się całując Jana w policzek. Usłyszałam ciche …dziękuję…

Wyszliśmy. Szybko się ubrałam i wsiadłam do samochodu. Gdy odjeżdżaliśmy – odwróciłam się. Dom był prawie niewidoczny. Płatki śniegu i deszcz zasłoniły wszystko. Wracaliśmy w milczeniu. No niezupełnie. Czy płacz to milczenie?

Czy byłam na pogrzebie? Nie. Czy wiem, gdzie jest pochowany? Nie. Czy spotkałam się jeszcze z Piotrem? Tak. Jeden raz. Dał mi coś. Coś co będzie mi przypominać Jana. Co ze zdjęciami i nagraniami? Na prośbę Jana Piotr po jego śmierci wszystko zniszczył. A ja? Próbuję się pozbierać. Z mizernym skutkiem. Jan co prawda był dla mnie obcym człowiekiem, ale kiedyś uratował mi życie. A to coś znaczy.

Podobno dom ma już nowych właścicieli. Oby im się w nim dobrze mieszkało.


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ

środa, 18 września 2013 23:04

A u mnie ostatnio znów niecodziennie.  Jak by to określić? Sajgon? Armagedon? Jak zwał tak zwał, ale chciałabym się trochę ponudzić. Nie ma ktoś nudy w nadmiarze? Podzielcie się. Proszę!

Gdy byłam małą dziewczynką Babcia Wiktoria opowiadała mi, że każdy człowiek rodzi się pod jakąś gwiazdą. Lecz są ludzie, którzy przy narodzinach otrzymują więcej gwiazd i wtedy ich życie jest bardzo ciekawe. Pełne przygód lub niezwykłych sytuacji.  Ciekawe, ile się do mnie przyczepiło. Jedna? Może dwie lub trzy? Teraz to nieważne. Wracam do dziwnego domu. 

Na piętrze były jeszcze dwa pokoje super umeblowane i duża łazienka oraz wc. Ale to wszystko jakieś takie bezosobowe. Chyba dla przyjaciół lub znajomych, którzy mogliby się tutaj zatrzymać na kilka dni. Takie miałam odczucie, ale jak wiadomo z moimi odczuciami różnie bywa. Gdy wyszłam z ostatniego pokoju zjawił się Piotr i poinformował mnie, że Jan już na mnie czeka. Zrozumiałam, że najgorsze przede mną.

…i jeszcze coś. Proszę się nikomu nie przedstawiać. Niech nikt nie zna pani imienia. A tym bardziej nazwiska. W tym domu jest pani tylko i wyłącznie MADAME…

Co poczułam? A jak myślicie?

Zeszliśmy na parter. Piotr zatrzymał się przed jakimiś drzwiami i zapytał czy jestem gotowa. Przytaknęłam głową, ale tak naprawdę wiedziałam, że chcę stąd uciec. Piotr nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Wtedy usłyszałam śmiech dziecka. Weszliśmy. Właściwie wszedł mój towarzysz. Ja stanęłam opierając się o futrynę. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Piotr objął mnie ramieniem i wprowadził do pokoju.

…popatrz, jakiego miłego gościa ci przyprowadziłem… mówił prowadząc mnie do fotela stojącego przy łóżku. Usiadłam i spojrzałam na Jana. Próbowałam się uśmiechnąć, ale z mizernym skutkiem. Nawet głupie „witaj” nie przeszło mi przez ściśnięte gardło. Podeszła do mnie pielęgniarka i pochylając się nade mną wyszeptała:

…lepiej późno niż wcale. Jak pani mogła tak postąpić…

Nie odezwałam się. Spojrzałam przed siebie. Na łóżku leżał mężczyzna, którego pamiętałam sprzed kilku miesięcy. A właściwie to był jego cień. Coś do mnie powiedział, ale nie usłyszałam. Za to zwróciłam uwagę na ogromny telewizor wiszący na ścianie na wprost łóżka. To stamtąd dobiegał śmiech dziecka.

…babciu! Popatrz jaka kolorowa bańka! I jaka duża!..

…kolorowa, bo w niej ukryła się maleńka tęcza. Gdy dotkniesz bańki to się rozpryśnie, a tęcza ucieknie do swojego domku do nieba…

…babciu, to złap banieczkę i wypuść tęczę. Niech leci do nieba…

…dobrze, kochanie. Jednak musisz mi pomóc, bo w ogrodzie jest mnóstwo banieczek. Tyle ich narobiłaś, że sama sobie nie poradzę…

Kobieta i dziewczynka biegały po ogrodzie i ze śmiechem łapały mydlane bańki. Potem zmęczone usiadły w fotelach.

…opowiedz mi bajkę…

…ale tylko jedną. A o czym ma być ta bajka?.. zapytała kobieta.

…o krasnoludku w zielonej czapeczce…  

Patrzyłam z niedowierzaniem. Jak to możliwe?!

…to moja rodzina… wyszeptał Jan.

Nie wytrzymałam. Z trudem podniosłam się z fotela. Podbiegł Piotr.

…zaraz wrócimy…

Pomógł mi wyjść z pokoju. Mocno mnie trzymając prowadził przez hol, ogromny salon wprost do zimowego ogrodu. Posadził w fotelu pod jakąś rozłożystą palmą i zapewnił iż za chwilkę przyjdzie. Siedziałam wśród zieleni głośno oddychając. Cała się trzęsłam a łzy ciurkiem spływały mi po policzkach. Wrócił ze szklanką wody i jakąś tabletką. Za nim szła pielęgniarka. Przepraszała. Sądziła, że jestem żoną Jana.

…wszystko na to wskazywało. Jeszcze raz przepraszam…

Kiwnęłam głową, że przyjmuję przeprosiny i połknęłam tabletkę popijając wodą. Pielęgniarka wróciła do chorego, a ja zostałam z Piotrem. Musiałam się uspokoić. Nie mogłam tam wrócić w takim stanie. Zieleń dobrze na mnie podziałała. Zaczęłam rozmowę. A właściwie pytałam. O Jana. Jakim był człowiekiem, jakie było jego życie,  czym się zajmował. Skąd pomysł na taki dom i kim tak naprawdę byłam dla Jana. Czas płynął, a ja słuchałam historii o niezwykłym człowieku i jego wielkim marzeniu, które próbował urzeczywistnić. Jednak opowieść Piotra zachowam dla siebie, bo to zbyt osobiste i bolesne. Może tylko tyle, że Piotr był wspaniałym przyjacielem Jana. Mimo dużej różnicy wieku. A Jan? Żaden mafioso. To człowiek o złotym sercu. I bardzo samotny.

Jednak pisanie o tym jest dla mnie bardzo trudne. Ostatnią część napiszę jeszcze w tym tygodniu.    

  


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ

poniedziałek, 16 września 2013 20:04

No tak . To był strach . Jak wrześniowa panika . Jak rozsypane zdjęcia . Jak obstawa . Musiałam natychmiast wyjść z tego domu .

Gdy byłam w pobliżu wejściowych drzwi zjawił się Piotr .

…wracam … powiedziałam zdenerwowana . Spojrzał na mnie  , a w jego oczach zobaczyłam ogromne  zdziwienie i niedowierzanie .

… co się stało ?..

… pan mnie okłamał . To wszystko jest jednym wielkim oszustwem . Ten śmiech kobiety i dziecka . Słyszałam . W co pan ze mną pogrywa ?! Chcieliście się zabawić moim kosztem ?! Sądzi pan , że witraż i zdjęcia w holu coś zmienią ?! Mam dosyć ! To jest chore ! Chcę natychmiast wrócić do domu ! Do mojego domu! …

Złapał mnie za rękę . Zabolało . Próbowałam się wyrwać , ale trzymał mocno .

… chore ? Chory jest Jan . Przysięgam na głowę mojego dziecka , że cały czas mówiłem prawdę . Tutaj jest pani bezpieczna i naprawdę nic złego się nie stanie . A śmiech kobiety jest tylko puszczanym nagraniem . Zresztą sama się pani o tym przekona . Proszę dać mi szansę , a wszystko się zaraz wyjaśni . Proszę …

Puścił moją rękę , a ja próbowałam się uspokoić . Uwierzyć ? A co mi innego zostało ? Wyjdę z domu i co zrobię ? Otworzyłam torebkę . Świetnie ! Nie wzięłam komórki ! Jestem gdzieś , nie wiem gdzie . Nie mam telefonu , zdana na łaskę Piotra i mieszkańców tego domu . Trudno . Zaryzykuję . Mój Anioł Stróż będzie miał dzisiaj pełne ręce roboty .

… dobrze . Idziemy …

 Widziałam , jak odetchnął z ulgą . Weszliśmy do holu . I wtedy je ujrzałam . Schody ze szkła . Właśnie po nich schodziła młoda dziewczyna . W ręce trzymała koszyk z jakimiś płynami i ścierkami  . Uśmiechnęła się .

… piętro już posprzątałam . W kominkach też rozpaliłam …

Piotr skinął głową . Gdy dziewczyna zniknęła za jakimiś drzwiami Piotr zapytał , czy chcę wejść na piętro .

… a czy jest tam Jan ?..

… nie . Ale nim do niego pójdziemy chciałbym , żeby pani coś zobaczyła . To bardzo ważne . Dla pani i dla Jana …

Zgodziłam się . Nie z ciekawości . Ale chciałam wejść po tych schodach , bo nigdy po takich nie szłam . Jakie uczucie ? Dziwne . Gdybym miała lęk wysokości , to musiałabym się trzymać poręczy . Zawrót głowy murowany .

Piętro . Niezbyt duży hol i kilkoro drzwi . Wszystko jasne i dziwnie kobiece . Takie było moje pierwsze odczucie .

… może zaczniemy od tego pokoju . Tylko ten pani pokażę i znikam . Pójdę zobaczyć czy Jan jest gotowy zobaczyć się z panią . Resztę pokoi oglądnie sobie pani sama . Proszę się czuć jak u siebie w domu …

Otworzył drzwi i weszliśmy . Sypialnia . Duża . Na moje niezbyt wytrawne oko ponad trzydzieści metrów kwadratowych . Jakby przeniesiona z innej epoki . Na środku białe łóżko z giętymi nóżkami przykryte jasnoniebieską narzutą . I mnóstwo białych haftowanych poduszek . Obok nocny stolik z przepiękną ceramiczną lampką i tiulowym abażurem .  Na wprost drzwi ściana cała ze szkła zasłonięta białymi gęstymi firanami . W jej pobliżu sporo roślin w biało – złotych donicach . Pod ścianą biała toaletka z lustrem i białym fotelem z jasnoniebieskim aksamitnym siedzeniem . Tylko usiąść i zrobić się na bóstwo , bo kosmetyki leżały na blacie toaletki . Na jednej ze ścian wisiały duże zdjęcia w biało – złotych ramach . Na jednym kobieta , na drugim dziewczynka . A na trzecim obydwie .

… skąd te zdjęcia ? ..

 Roześmiał się i odparł , że to tajemnica .

… a teraz niespodzianka …

Usłyszałam cichy szum . Podniosłam głowę . Część sufitu rozsunęła się i zobaczyłam niebo . Ale po chwili wszystko zniknęło . Śnieg z deszczem nie ułatwił sprawy .

… najpiękniej jest , gdy niebo nocą jest bezchmurne . To niesamowity widok …

Na pewno . Przecież kocham gwiazdy i księżyc . Potrafię godzinami siedzieć na tarasie podziwiając sierpniowe spadające gwiazdy .

Piotr wyszedł . Zostałam sama . Uchyliłam drzwi do łazienki . Kolorystycznie , to kontynuacja barw sypialni . Czyli biel , złoto i jasnoniebieski . Oraz sporo roślin , bo to łazienka z oknem . Po przeciwnej stronie drzwi do garderoby . Ogromne lustro , świetne oświetlenie i mnóstwo półek oraz drążków z wieszakami . Tylko kupować i zapełniać .

Wróciłam do holu i otworzyłam następne drzwi . Pokój dziecka . Z jasnymi kolorowymi meblami i mnóstwem zabawek dla dziewczynki . Piec kuchenny z małymi garnkami , stolik z całą zastawą . Czyli talerzyki , filiżanki , podstawki  .  Śliczny pokój ze sporym miejscem do zabawy . Uśmiechnęłam się i pomyślałam , że Przytulanka byłaby tutaj bardzo szczęśliwa .

Następny pokój . I znów jedna ściana cała ze szkła z wyjściem na ogromny taras . Jasnopopielata drewniana podłoga ze srebrnymi żyłkami . Ogromny biały dywan . Biały kominek z płonącymi polanami  .  Sztalugi , farby , pędzle . I wszystko to co potrzebne do malowania . Białe biurko w formie sekretarzyka z mnóstwem przegródek , szufladek i półeczek . Cudeńko . Na nim stały fotografie uśmiechniętej dziewczynki oprawione w srebrne ramki . I biały laptop .  Jasnopopielata sofa zarzucona turkusowymi poduszkami . Dwa białe fotele i biały stolik . I białe storczyki w turkusowych doniczkach . Biała oszklona szafa biblioteczna . Poezja i piękne albumy poświęcone malarstwu . Sprzęt grający i płytoteka . Zerknęłam . Muzyka poważna . Ale też Wodecki , Krajewski , Stare Dobre Małżeństwo , Ania Wyszkoni . I inni . Oraz muzyka relaksacyjna .

Zabrzmiało jak spis inwentarza , ale co mam napisać . Że wszystko było takie jak z bajki ? Że to wyglądało jak spełnienie moich marzeń ? Że nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam ? A wierzcie mi , że widziałam sporo .

Jak uda mi się wrzucić ten tekst na blog to znaczy , że robię postępy . Wiem , że obiecałam całość . Ale zżera mnie ciekawość .  


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

TO NIE TAK

czwartek, 12 września 2013 22:58

Muszę coś wyjaśnić . Od czasu zmian na WP mam ogromne problemy z blogiem . A konkretnie z pisaniem . Niby wszystko dobrze robię . Zaznaczam akapit , interlinię i to wszystko co jest potrzebne do napisania tekstu . Piszę dwadzieścia linijek a potem tekst znika . Pisząc dalej - nie widzę co piszę . Spróbujcie zasłonić swój monitor i napisać chociażby krótki tekst . Wtedy zrozumiecie jak ja się czuję . A po opublikowaniu są mniejsze litery niż zaznaczyłam przed pisaniem postu .To nie jest tak , że chcę podtrzymać ciekawość czytelników , bo wolałabym wrzucić cały tekst i spróbować zapomnieć . To jedyny post , którego pisanie nie sprawia mi przyjemności . Lubię bawić się słowami , ale nie tym razem . Tutaj bardzo się pilnuję , żeby za dużo nie napisać . Zero uczuć , myśli i przemyśleń . Bardziej skupiam się na suchych faktach , a to nie mój styl . Dokończę to co zaczęłam . Spróbuję w wordzie i przerzucę na blog . Nie wiem czy dam sobie z tym radę . Najwyżej poproszę Starszego o pomoc chociaż bardzo tego nie lubię . Wolę wszystko robić sama . Ale przecież komputery to jego działka . 

A ostatnio moja życiowa karuzela znów szalenie przyspieszyła . Wiadomo . Sierpień i wrzesień to u mnie mnóstwo urodzin , imienin , ślubów i dziwnych imprez . Do tego Przytulanka i wyprowadzka parterowców . Wszystko jest postawione na głowie . Nie nadążam . Dajcie mi kilka dni , a spróbuję się zmierzyć z problemem . Jeśli ktoś czuje się obrażony myśląc , że robię to z premedytacją to przepraszam . Ale swój blog i tych co do niego zaglądają traktuję bardzo poważnie . I nie zabiegam o popularność , nie startuję w żadnych konkursach (nawet nie wiem czy takowe istnieją) i nie próbuję nabijać sobie licznika odwiedzin . To tyle . Zjawię się za kilka dni z pełnym tekstem . 


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ cz.4

poniedziałek, 09 września 2013 23:14

Teraz zaczynają się schody . Są to schody nie tylko w realu , ale i w przenośni .  Muszę wrócić pamięcią do czasu , gdy stanęłam przed tym domem . I teraz nadeszła pora , żeby zmierzyć się z tym co było . A wierzcie mi , że to wcale nie jest dla mnie łatwe .

Mężczyzna odwrócił się , zamknął drzwi i w pośpiechu zbiegł ze schodów . Gdy mnie mijał zdjął czapkę i z tą czapką w ręce pobiegł aleją .

... kto to ?.. zapytałam Piotra .

... to ogrodnik . Zajmuje się całą roślinnością na zewnątrz i wewnątrz . Widocznie coś robił w zimowym ogrodzie ...

Zimowy ogród . Jak to pięknie zabrzmiało . Stanęłam przed ogromnymi drzwiami w których osadzony był niezwykły witraż . Takiego jeszcze nie widziałam . To kobieta naturalnej wielkości odwrócona tyłem . Ubrana w długą jasną obcisłą sukienkę . Ogromny dekolt z cieniutkimi paseczkami przykrywała burza czarnych włosów opadających falami na opalone plecy . Patrzyłam i niedowierzałam . Piotr stał za mną i usłyszałam jak chrząknął .

... czy to ... zaczęłam .  

... tak ... odparł z uśmiechem . Nieźle się zaczyna . Otworzył drzwi i weszliśmy . Ciepłe powietrze przyjemnie nas otuliło . Pomógł mi zdjąć kurtkę . Poprzez przeźroczystą ścianę spojrzałam w głąb domu . Przede mną ukazał się hol w kolorach bieli śmietankowej i grafitu . Konkretniej ? Ściany , sofy i fotele białe. Podłoga z płyt (granit lub marmur) grafitowych . Na środku  fontanna w kształcie ponad metrowego jaja po którym woda spływała z cichym szumem . W cienkich srebrnych ramkach  komputerowo (chyba) stworzone cztery duże czarno - białe fotografie . Na nich kobieta . Rozpoznałam ją i poczułam się nieswojo . Nagle usłyszałam śmiech . Śmiech kobiety i dziecka . Radosny , beztroski . Coś nie gra . Poczułam niepokój . Czyżby Piotr mnie okłamał ? Zaczęłam wycofywać się w stronę wyjścia . Ten śmiech nie pasował mi do domu w którym podobno umiera człowiek .


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

ROZEJM

niedziela, 08 września 2013 23:45

Przed chwilką wróciłam . W uszach i głowie brzmi Lady Pank a w oczach mam gwiazdy . Różnokolorowe . Uśmiecham się , bo przywiózł mnie wypasioną furą dwudziestotrzyletni niezwykle przystojny blondyn , który świetnie tańczy salsę . Lady Pank był "na żywo" . Gwiazdy też . Różnokolorowe , bo oglądałam pokaz sztucznych ogni . O blondynie .... na razie ciiiii....cho . Będzie innym razem , bo teraz opowiem o zakończonej wojnie . Chociaż tak naprawdę nie wiem czy się skończyła . Czas pokaże .

 W moim ogrodzie buszuje różnorodne ptactwo . Dla nich są drzewa i krzewy . Po trawnikach i tarasach spacerują koty . Trzy . Znany Wam Kazik , Senior i Czarna Dama . Ptaki i koty schodzą sobie z drogi . Tylko sroki złośliwie uprzykszają życie moim futrzakom . Ale od kilku tygodni zwiększyła się ilość gołębi . Upatrzyły sobie moje parapety i z głośnym trzepotem skrzydeł na nich lądują . Tutaj się do siebie przytulają , gruchają i robią mnóstwo  hałasu . Osobiście nie mam do nich o to pretensji , ale koty traktują dom jako swoją własność i bronią go na różne sposoby . Na tarasach sprawa jest prosta . Tu przewagę mają futrzaste .  Ale od strony ulicy  gołębie są bezkarne . Czy wiecie , że koty to niezwykle inteligentne stworzenia ? Zaatakowały , ale od środka . Czyli ruszyły do ataku wskakując na wewnętrzne parapety tłukąc przy okazji wszystko co się na nich znajduje . A u mnie parapety to małe galerie . Jest tutaj wszystko co przyciąga mój wzrok .  Jak to mówią moje przyjaciółki ? 

 ... do ciebie przychodzi się jak do muzeum lub do teatru , gdzie każdy przedmiot odgrywa swoją rolę ... 

Coś w tym prawdy jest . A właściwie było , bo teraz  z tych zbiorów niewiele zostało . Jedyny plus to to , że mam mniej do odkurzania . Na razie próbuję uspokoić siebie . I mam nadzieję , że jakoś te straty przeboleję .  Natomiast koty potraktowałam ścierką dając im tym samym do zrozumienia , że to moje parapety . A przede wszystkim mój dom . Mam nadzieję , że to ja wygrałam .     


Podziel się
Tagi: ptaki, koty

komentarze (7) | dodaj komentarz

TOCZĘ WOJNĘ

sobota, 07 września 2013 3:25

Od trzech dni toczę wojnę . Najpierw prosiłam , tłumaczyłam i straszyłam . Teraz walczę . Wszelkie chwyty dozwolone , bo wróg (a może przyjaciel) jest szybki i niezwykle przebiegły . Na dodatek ma niezwykłą cierpliwość . Najgorsze jest to , że mam przeciw sobie dwie armie , które się od wieków nawzajem nienawidzą . Jedna jest pierzasta , a druga futrzasta .  A ja ? Dostaję furii , gdy moje anioły tracą skrzydła i głowy . Oryginalne wazony rozsypują się w drobny mak . Piękne szklane świeczniki wyrzucam do kubła . Najbardziej mi żal kolorowych kwiatów robionych ręcznie ze szkła . One też straciły życie .i podzieliły los świeczników . Dwa srebrne ptaki nie mają już dziobów i skrzydeł , a miniaturowe anturium dogorywa . Uratowałam karafki , które dzielnie wytrzymały straszny atak . Tej straty chyba nie przeżyłabym , bo to prezent od Babci Wiktorii . Te niezwykłe przedmioty mają chyba ze sto lat . Jestem tak zła , że nawet Przytulanka patrzy na mnie ze smutkiem . 

... nie złość się , babciu .Wszyscy kochają twój dom i dlatego tak się dzieje ...

... wiesz co ,  żabko ? Niech przestaną kochać , bo jak tak dalej będzie się działo  to stracę  to , co w moim domu lubię najbardziej . Czyli znikną wszystkie rzeczy kruche i delikatne  ... 

 

Z kim walczę ?  O jakie armie chodzi ? Zagadka bardzo trudna , ale może komuś się uda . Odpwiedź będzie jutro . A od poniedziałku dalszy ciąg o niezwykłym domu .


Podziel się
Tagi: zagadka

komentarze (10) | dodaj komentarz

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ CZ.2

wtorek, 03 września 2013 18:16

 

Poprzedniej nocy narozrabiałam . Co prawda nie wiem w jaki sposób , ale ja lub mój laptop (może wspólnymi siłami) zniszczyliśmy moje trzy posty . Dzisiaj spróbuję napisać mniej i może się uda . Trudno . Będziecie czytać w ratach .

Pod koniec lutego zadzwonił do mnie Misiek . Tak się przedstawił . Odłożyłam słuchawkę . Nie chciałam powtórki z września ubiegłego roku . Jednak nie rezygnował , a ja konsekwentnie przerywałam połączenie . Po dwóch dniach spotkałam go na chodniku przed domem . Przeprosił , że mnie niepokoi ale zajmie mi tylko dwie minuty . Oznajmił , że w imieniu Jana (czyli Pana X) zaprasza mnie do jego domu . Odmówiłam , ale po chwili zmieniłam zdanie . Czym mnie przekonał ?

...kiedyś Jan uratował pani życie . Teraz umiera . To jest jego prośba . Czy nie zasłużył sobie na to , żeby podarowała mu pani pół godziny ?..

Zasłużył . I to na dużo więcej niż tylko na półgodzinną rozmowę . Podobno życie jest bezcenne . Umówiliśmy się na następny dzień . Punktualnie o ósmej rano czarne wolwo podjechało pod mój dom . Wtulona w kąt tylnego siedzenia przymknęłam oczy próbując się uspokoić i wyciszyć . Mimo paskudnej pogody samochód mknął z ogromną prędkością . Po około czterdziestu minutach skręciliśmy w jakąś boczną drogę .

Nazwałabym ją leśną , bo wokół były świerki i sosny . Nagle samochód zahamował . Przed nami stał ogromny jeleń . Rozłożyste poroże dodawało mu majestatu . Piotr (czyli Misiek) otworzył drzwi i krzyknął : ...witaj przyjacielu ... Jeleń odwrócił się i powoli zniknął w gęstwinie .

... to król tego lasu ... powiedział mój towarzysz podróży . Może to znak , że nie będzie aż tak źle jak to sobie wyobrażałam ? Po kilku minutach jazdy zobaczyłam wysoki mur , który ciągnął się aż do wielkiej kutej bramy . Gdy podjechaliśmy bliżej rozsunęła się z cichym zgrzytem . Wjechaliśmy w przepiękną aleję prowadzącą aż pod sam dom . Zatrzymaliśmy się przed zadaszonym wejściem . Wtedy Piotr odwrócił się do mnie . ... musi pani coś wiedzieć . Cokolwiek się wydarzy proszę się niczemu nie dziwić i nie bać . Cały czas będę obok pani . Gdy będzie pani chciała wyjechać - to wyjedziemy . Ale proszę być sobą i zachowywać się naturalnie ...

 

 Matko jedyna ! W co ja się wplątałam !


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ CZ.3

poniedziałek, 02 września 2013 23:00

Sama sobie narzuciłam zasady . Czyli wyłączyć uczucia i przemyślenia . Przeczytałam poprzedni wpis i doszłam do wniosku , że to nie ja napisałam . Jakby ktoś część zdań powyrzucał i resztki przypadkowo posklejał . Lecz gdybym napisała to tak jak mi serce dyktuje to rozkleiłabym się na całego . Ale gdy czasami coś mi się wymsknie (jest takie słowo ?) i wrzucę do tekstu jakąś swoją myśl to tylko dlatego , że bardziej obiektywną być nie mogę . Do licha ! Przecież piszę o swoim życiu ! No to zaczynam . 

Siedziałam wciskając się z całej siły w kąt samochodu .

... mam pytanie ... zaczęłam cicho próbując opanować drżący głos .

... słucham ...  

... czy Jan miał wypadek ? Na co właściwie choruje . Boże ! Przecież ja nic o tym człowieku nie wiem ! Jak mam z nim rozmawiać , gdy jest mi całkiem obcy . Ja go nie znam ! Mam mówić o pogodzie ? Lub o tym cholernym dniu sprzed kilkudziesięciu laty ?!..  

Patrzył na mnie jak na marsjanina . Milczał . Ja też . W końcu się odezwał .

... kilka lat temu, gdy mieszkaliśmy jeszcze za oceanem Jan zachorował . To był nowotwór . Wtedy wygrał walkę z chorobą . Pod koniec września ubiegłego roku nastąpił nawrót . Było to już po waszym spotkaniu . Jan zaczął intensywną terapię . Wyjechał z kraju i zaczął leczenie , które nie przyniosło efektu . Dlatego wróciliśmy . On zdaje sobie sprawę z tego , że dla niego nie ma już ratunku . Wydał majątek na leczenie . I jak widać wszystko na próżno . Taka jest prawda . Czy jeszcze coś panią interesuje ?..

... tak . Ile ma lat ?..

...skończył siedemdziesiąt ...

Siedziałam bez ruchu chyba z dziesięć minut . O czym myślałam ? Przecież nie wolno mi o tym pisać . W końcu zdecydowałam . Wychodzę . Nawet nie zauważyłam , że jestem sama . Piotr stał tuż przy aucie trzymając rękę na klamce . Skąd wiedział , że jednak się zdecyduję i zostanę ? Gdy się poruszyłam otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść . Stanęłam przed jasnymi szerokimi schodami . Marmur ? Granit ? Nigdy nie potrafiłam rozróżnić . Gdy wchodziłam po schodach nagle otworzyły się wejściowe drzwi i stanął w nich mężczyzna . Spojrzał na mnie i się uśmiechnął jakby chciał mnie pozdrowić . Ja też się uśmiechnęłam . Wtedy facet zamarł . Oczy mu się powiększyły i patrzył na mnie jakby ujrzał ducha .  

 

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  109 600  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 109600

Lubię to

Horoskop

Wodnik

Nie lekceważ uderzenia przez skrzydło motyla....Wszak nawet kamień ulega sile kropelek wody. To co otrzymasz z łatwością - nigdy nie przysporzy ci prawdziwej satysfakcji.

więcej na horoskop.wp.pl