Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 846 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

MIŁY DZIEŃ

poniedziałek, 22 września 2014 0:55

Lekko uchyliłam powieki. Przez opuszczone rolety łagodnie wpadało dzienne światło. Uśmiechnęłam się. Gdy w sypialni mam opuszczone rolety to wiadomo, że nie śpię sama. Na potwierdzenie tego poczułam delikatny całus w odsłoniętą szyję. Z trudem hamuję się, żeby nie parsknąć śmiechem. Po chwili czuję jak ktoś bawi się moimi włosami. I to wytrzymuję udając, że śpię. Ale na cichy szept do ucha: …kocham cię… nie wytrzymałam. Zerwałam się i z całych sił wycałowałam mojego pieszczocha. Przytulanka piszczała zachwycona, że się w końcu obudziłam.

…babciu! Już mnie tak nie całuj! Może się troszkę powygłupiamy?!..

Gilgotki i całusy. Tak zaczęłyśmy swój następny cudowny dzień. Starszy twierdzi, że obydwie jesteśmy zwariowanymi dziewuchami. Niech mu będzie. W piżamach pędzimy do kuchni. Przytulanka opowiada mi o szkole, o nowych koleżankach i o wszystkim co tylko do głowy jej wpadnie. A ja robię śniadanie i z uśmiechem słucham jej szczebiotu. Rzadko u mnie nocuje, dlatego każda chwila jest dla nas cenna.

Ale dzisiaj rano jedziemy do Krakowa. Gdy wejdziecie na mój blog już będę z Przytulanką przysłuchiwała się dyskusji nad rozprawą doktorską  synowej. I będziemy trzymały kciuki, żeby wszystko dobrze poszło. Oby AGH było dla niej równie łaskawe jak dla Młodszego, który właśnie tam swój doktorat obronił z wyróżnieniem. A po południu w jakimś krakowskim lokalu  będziemy opijać rodzinny sukces. Przytulanka (jak i niepocieszeni kierowcy) soczkiem, a reszta czymś troszkę mocniejszym.  

No i proszę, już po północy. A jeszcze tak wiele chciałam napisać. Trudno. Idę spać, bo będę miała oczy jak panda.

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

NIC TO

wtorek, 02 września 2014 23:29

Zapadał zmierzch. Szłam ścieżką wzdłuż iglaków. Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie na ogród i powoli po schodach weszłam na taras. Jak cicho. Kocica otarła mi się o nogę domagając się pieszczoty. Od niechcenia przeciągnęłam ręką po jej grzbiecie i wtedy stwierdziłam, że mam na dłoniach rękawiczki. Próbowałam je zdjąć, ale jakoś ciężko schodziły. Przyjrzałam im się i ze zdziwieniem zobaczyłam, że nadają się do wyrzucenia. Gdy je kupowałam sprzedawca tak  je zachwalał, że są nie do zdarcia, że warte swojej ceny, że będą mi służyły co najmniej przez dwa lata. Tylko cyfra „2” była trafna, ale z lat zrobiły się tygodnie. Widocznie nie przewidział do czego będę je używała. Gdybym tylko wyrywała chwasty, spulchniała ziemię czy przesadzała rośliny to być może rękawiczki przetrwałyby dwa lata. Ale trafiły na ręce nieco zwariowanej osoby z niesamowitymi pomysłami i w efekcie będę musiała wyrzucić je do kubła. Mimo potwornego zmęczenia roześmiałam się przewidując minę sprzedawcy, gdy przyjdę po następną parę.

Jednak zmęczenie dawało mi się we znaki. Popchnęłam drzwi i weszłam do jadalni. To był dobry pomysł, żeby kuchnię połączyć z jadalnią, którą z tarasem dzieliły tylko przeszklone drzwi. Podeszłam do stołu i usiadłam na krześle. Przed sobą miałam duże okno bez firan. No tak. Tutaj nigdy nie będzie żadnej firany. To okno jest takim oknem na świat. Jest jak obraz, który dziennie się zmienia. Zieleń, kwiaty i latarnie. Wieczorami zapalam w nich świece i wtedy na tle ciemnego ogrodu rozpoczyna się gra świateł i cieni. Tutaj przestaję myśleć o problemach, bo tutaj jest mój świat do którego kłopoty i problemy nie mają wstępu. 

Ale dosyć mazgajstwa.  Z przedpokoju wchodzę do WHITE  DREAM. Sprawdzam czy storczyki mają jeszcze wodę i odwracam się do białego wieńca. Czytam jedną z moich ulubionych sentencji. W wolnym tłumaczeniu brzmi to mniej więcej tak:

…jeśli w życiu zgubisz drogę zapytaj serce o właściwy kierunek…  

Niedawno dla części przyjaciół zrobiłam parapetówę. Czyli oficjalne otwarcie parteru. Co prawda została mi tutaj jeszcze do odmalowania i umeblowania sypialnia, ale zostawiłam to pomieszczenie w planach na następny rok. Na razie korzystam z tej na piętrze.  

Czym zachwycili się moi goście? Przede wszystkim WHITE  DREAM. Stół był oblegany tak szczelnie, że trudno było się przecisnąć.  Oczywiście zdjęcia były tym magnesem, który przyciągał każdego. A całą resztę pomieszczeń zwiedzali jakby to była jakaś niezwykle ciekawa galeria sztuki.  I chyba jestem bardzo próżną osobą, bo cieszyły mnie komplementy typu:

…ale masz szalone pomysły…

…tylko ty mogłaś wymyślić coś tak zwariowanego…

 …spodziewałem się, że nas czymś zaskoczysz, ale czegoś takiego nie przewidywaliśmy… 

Złoszczą mnie komplementy dotyczące mojego wyglądu, ale te uznałam za bardzo miłe. Także moje „ego” zostało dopieszczone, gdy podałam gorącą kolację. Przygotowując w kuchni następne półmiski miałam okazję podsłuchać co w jadalni mówili na temat mojego kulinarnego geniuszu. Śmiałam się cichutko, bo przecież wiedzą, że takie potrawy podaję tylko na wyjątkowe okazje. W końcu znamy się już kilkadziesiąt lat i zarówno moje wady jak i zalety nie są dla nich tajemnicą.

Podobno, gdy jedzenie jest na stole to cichną rozmowy. Ale w naszym gronie rozmawia się bez względu na zawartość stołu. Ktoś zapytał, czy zrealizowałam już wszystkie swoje marzenia.

…oczywiście, że NIE… odparłam.

 Zarzucono mnie pytaniami jakie to marzenia i które z nich jest dla mnie najważniejsze. Wyśpiewałam wszystko jak na spowiedzi. Taką mam naturę, że gdy przyjaciele pytają – ja nie unikam odpowiedzi i mówię prawdę i tylko prawdę. A za kilkanaście dni głos w telefonie oznajmił mi, że od następnego dnia zaczynają spełniać moje najważniejsze marzenie. I zjawili się. Kilka dni na to poświęcili, ale ¾ marzenia zostało spełnione. Resztą muszę zająć się sama. Za to sąsiedzi stwierdzili, że ze mnie ogromna szczęściara, bo teraz takich przyjaciół już nie ma. A  ja twierdzę, że są. Tylko trzeba ich doceniać i w miarę możliwości spełniać także ich marzenia. 

Już noc. Powinnam skończyć to pisanie i grzecznie pójść do sypialni. Ale gdy laptop otwarty to jeszcze wejdę na blogowisko. Znowu długo mnie nie było, gdyż spełnianie marzeń zajęło mi sporo czasu i sił. A konkretnie była to ciężka fizyczna praca. Dlatego znów nie odwiedzałam i nie pisałam. Ale postaram się wszystko nadrobić. Chyba, że zasnę z policzkiem na klawiaturze.


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  110 841  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 110841

Lubię to

Horoskop