Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 985 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ

poniedziałek, 23 września 2013 15:35

Czas płynął, a ja powoli dochodziłam do siebie. Lekarstwo zadziałało, więc postanowiłam wrócić. Wiedziałam, że powinnam porozmawiać z Janem. Tylko trudno być sobą w takiej sytuacji. Idąc do pokoju chorego przechodziliśmy obok kuchni. Piotr zapytał, czy chcę ją zobaczyć. Zgodziłam się. I to był mój błąd. Otworzył drzwi i ujrzałam duże jasne pomieszczenie pełne białych mebli . Kuchnia w stylu angielskim, ale z najnowocześniejszą technologią. Weszłam i stanęłam oko w oko z kobietą. Młodsza ode mnie. Chyba ładna. Szczupła, zgrabna. Piotr przedstawił mi ją:

…to Marta, która zajmuje się prowadzeniem domu…

Powiedziałam, że miło mi poznać. Nie odpowiedziała, tylko na mnie patrzyła. Nagle mój towarzysz przeprosił i wyszedł. Musiał odebrać telefon. Zostałam w kuchni. Kobieta podeszła do mnie i zapytała po co przyjechałam. Chyba było to pytanie retoryczne, bo sama sobie od razu odpowiedziała. Nie przytoczę dosłownie tego monologu, ale sens był mniej więcej taki, że chcę się nachapać. Ale niech mi się nie wydaje, że będę panią tego domu. Próbowałam jej przerwać, ale byłam bez szans. Wykrzyczała, że bank już położył łapę na domu i całym majątku. Żebym się na zapas nie cieszyła. W końcu zaczęła mnie obrażać, że jestem pazerna, chciwa i bezwzględna. Tego typu słów było o wiele więcej. Zakończyła stwierdzeniem, że zniszczyłam Janowi życie.

Nie wytrzymałam. Bez słowa otworzyłam drzwi i wyszłam. Gdyby nie działająca tabletka to wybiegłabym z tego cholernego domu z płaczem.  Na szczęście pojawił się Piotr. Nie powiedziałam mu jak powitała mnie Marta, bo i po co dokładać mu problemów.

Weszliśmy do pokoju. Jan miał zamknięte oczy. Drzemał. Siadłam w fotelu . Wtedy się obudził. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Zapytał jak podoba mi się dom. Odparłam, że jest piękny. Pytał o pokoje, meble i czy coś bym zmieniła. Roześmiałam się:

…owszem. Za dużo zdjęć. Wiesz jakich…

Znów przymknął oczy. Myślałam, że zasnął, ale po chwili je otworzył i powiedział, że nie mam racji.

…dzięki nim ten dom żyje…

Miałam na ten temat inne zdanie, ale doszłam do wniosku, że tutaj moje zdanie się nie liczy. Rozmowa zbytnio się nie kleiła. Na twarzy chorego widziałam cierpienie. Próbował je ukryć, lecz niezbyt dobrze mu to wychodziło. Moje lekarstwo chyba też straciło swoją moc. Zdałam sobie sprawę z tego, że powinnam wyjść. Spojrzałam błagalnie na Piotra. Zrozumiał.

…prześpij się… powiedział do Jana.

Wstałam i pochyliłam się całując Jana w policzek. Usłyszałam ciche …dziękuję…

Wyszliśmy. Szybko się ubrałam i wsiadłam do samochodu. Gdy odjeżdżaliśmy – odwróciłam się. Dom był prawie niewidoczny. Płatki śniegu i deszcz zasłoniły wszystko. Wracaliśmy w milczeniu. No niezupełnie. Czy płacz to milczenie?

Czy byłam na pogrzebie? Nie. Czy wiem, gdzie jest pochowany? Nie. Czy spotkałam się jeszcze z Piotrem? Tak. Jeden raz. Dał mi coś. Coś co będzie mi przypominać Jana. Co ze zdjęciami i nagraniami? Na prośbę Jana Piotr po jego śmierci wszystko zniszczył. A ja? Próbuję się pozbierać. Z mizernym skutkiem. Jan co prawda był dla mnie obcym człowiekiem, ale kiedyś uratował mi życie. A to coś znaczy.

Podobno dom ma już nowych właścicieli. Oby im się w nim dobrze mieszkało.


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

DOM , KTÓRY PRZEMÓWIŁ

środa, 18 września 2013 23:04

A u mnie ostatnio znów niecodziennie.  Jak by to określić? Sajgon? Armagedon? Jak zwał tak zwał, ale chciałabym się trochę ponudzić. Nie ma ktoś nudy w nadmiarze? Podzielcie się. Proszę!

Gdy byłam małą dziewczynką Babcia Wiktoria opowiadała mi, że każdy człowiek rodzi się pod jakąś gwiazdą. Lecz są ludzie, którzy przy narodzinach otrzymują więcej gwiazd i wtedy ich życie jest bardzo ciekawe. Pełne przygód lub niezwykłych sytuacji.  Ciekawe, ile się do mnie przyczepiło. Jedna? Może dwie lub trzy? Teraz to nieważne. Wracam do dziwnego domu. 

Na piętrze były jeszcze dwa pokoje super umeblowane i duża łazienka oraz wc. Ale to wszystko jakieś takie bezosobowe. Chyba dla przyjaciół lub znajomych, którzy mogliby się tutaj zatrzymać na kilka dni. Takie miałam odczucie, ale jak wiadomo z moimi odczuciami różnie bywa. Gdy wyszłam z ostatniego pokoju zjawił się Piotr i poinformował mnie, że Jan już na mnie czeka. Zrozumiałam, że najgorsze przede mną.

…i jeszcze coś. Proszę się nikomu nie przedstawiać. Niech nikt nie zna pani imienia. A tym bardziej nazwiska. W tym domu jest pani tylko i wyłącznie MADAME…

Co poczułam? A jak myślicie?

Zeszliśmy na parter. Piotr zatrzymał się przed jakimiś drzwiami i zapytał czy jestem gotowa. Przytaknęłam głową, ale tak naprawdę wiedziałam, że chcę stąd uciec. Piotr nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Wtedy usłyszałam śmiech dziecka. Weszliśmy. Właściwie wszedł mój towarzysz. Ja stanęłam opierając się o futrynę. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Piotr objął mnie ramieniem i wprowadził do pokoju.

…popatrz, jakiego miłego gościa ci przyprowadziłem… mówił prowadząc mnie do fotela stojącego przy łóżku. Usiadłam i spojrzałam na Jana. Próbowałam się uśmiechnąć, ale z mizernym skutkiem. Nawet głupie „witaj” nie przeszło mi przez ściśnięte gardło. Podeszła do mnie pielęgniarka i pochylając się nade mną wyszeptała:

…lepiej późno niż wcale. Jak pani mogła tak postąpić…

Nie odezwałam się. Spojrzałam przed siebie. Na łóżku leżał mężczyzna, którego pamiętałam sprzed kilku miesięcy. A właściwie to był jego cień. Coś do mnie powiedział, ale nie usłyszałam. Za to zwróciłam uwagę na ogromny telewizor wiszący na ścianie na wprost łóżka. To stamtąd dobiegał śmiech dziecka.

…babciu! Popatrz jaka kolorowa bańka! I jaka duża!..

…kolorowa, bo w niej ukryła się maleńka tęcza. Gdy dotkniesz bańki to się rozpryśnie, a tęcza ucieknie do swojego domku do nieba…

…babciu, to złap banieczkę i wypuść tęczę. Niech leci do nieba…

…dobrze, kochanie. Jednak musisz mi pomóc, bo w ogrodzie jest mnóstwo banieczek. Tyle ich narobiłaś, że sama sobie nie poradzę…

Kobieta i dziewczynka biegały po ogrodzie i ze śmiechem łapały mydlane bańki. Potem zmęczone usiadły w fotelach.

…opowiedz mi bajkę…

…ale tylko jedną. A o czym ma być ta bajka?.. zapytała kobieta.

…o krasnoludku w zielonej czapeczce…  

Patrzyłam z niedowierzaniem. Jak to możliwe?!

…to moja rodzina… wyszeptał Jan.

Nie wytrzymałam. Z trudem podniosłam się z fotela. Podbiegł Piotr.

…zaraz wrócimy…

Pomógł mi wyjść z pokoju. Mocno mnie trzymając prowadził przez hol, ogromny salon wprost do zimowego ogrodu. Posadził w fotelu pod jakąś rozłożystą palmą i zapewnił iż za chwilkę przyjdzie. Siedziałam wśród zieleni głośno oddychając. Cała się trzęsłam a łzy ciurkiem spływały mi po policzkach. Wrócił ze szklanką wody i jakąś tabletką. Za nim szła pielęgniarka. Przepraszała. Sądziła, że jestem żoną Jana.

…wszystko na to wskazywało. Jeszcze raz przepraszam…

Kiwnęłam głową, że przyjmuję przeprosiny i połknęłam tabletkę popijając wodą. Pielęgniarka wróciła do chorego, a ja zostałam z Piotrem. Musiałam się uspokoić. Nie mogłam tam wrócić w takim stanie. Zieleń dobrze na mnie podziałała. Zaczęłam rozmowę. A właściwie pytałam. O Jana. Jakim był człowiekiem, jakie było jego życie,  czym się zajmował. Skąd pomysł na taki dom i kim tak naprawdę byłam dla Jana. Czas płynął, a ja słuchałam historii o niezwykłym człowieku i jego wielkim marzeniu, które próbował urzeczywistnić. Jednak opowieść Piotra zachowam dla siebie, bo to zbyt osobiste i bolesne. Może tylko tyle, że Piotr był wspaniałym przyjacielem Jana. Mimo dużej różnicy wieku. A Jan? Żaden mafioso. To człowiek o złotym sercu. I bardzo samotny.

Jednak pisanie o tym jest dla mnie bardzo trudne. Ostatnią część napiszę jeszcze w tym tygodniu.    

  


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

NIE NAPISZĘ O MIŁOŚCI

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 18:24

Nie będę pisała o miłości , bo żadne słowa nie pokażą w pełni tego uczucia . Jest miłość do żony , męża , dziewczyny , chłopca . Jest niezwykła miłość do rodziców , dziadków czy dzieci .

A co jest takim miernikiem uczuć ? Dla mnie są to czyny oraz wiara , że wybrana przeze mnie osoba jest ze mną na dobre i złe . I że zawsze mogę na nim polegać , bo nie zawiedzie i nie oszuka . Oraz czułe gesty i ten błysk w oku , gdy widzi się ukochaną osobę . Także uśmiech na twarzy , który mówi więcej niż słowa .

Jednak ja jestem niepoprawną romantyczką , więc większość młodego  pokolenia kobiet na pewno nie zgodzi się ze mną . Musi być "żar ciał " i obsypywanie prezentami .  

Uspokajam - nie jestem zakochana . Po prostu Ktoś młody zapytał mnie jak poznać , kiedy pojawia się to jedyne i prawdziwe uczucie . To najważniejsze i na całe życie .

Niestety , nie wiem jak rozpoznać czy to ten jedyny i właściwy . Z miłością jest jak z loterią . Albo się wygra albo przegra . Nikt nie da patentu na udane i szczęśliwe życie . Wybiera się i decyduje na własną odpowiedzialność . A życie na pewno rozliczy nas z naszych wyborów . Możemy być bardzo szczęśliwe lub zdać sobie sprawę , że trafiłyśmy kulą w płot . I szczęście przeszło obok nas . 

Żeby załagodzić dzisiejszy post to proponuję i zapraszam do przeczytania wpisu z 24 kwietnia 2010 roku "Urodziny" . Jest jak najbardziej na czasie , bo dzisiaj Starszy kończy następny rok życia . Życzę wesołego czytania . 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

STARE FOTOGRAFIE

niedziela, 22 kwietnia 2012 3:14

Jest już trzecia w nocy . Oczy mi się zamykają , ale powinnam przynajmniej dać znać , że żyję . No to żyję , ale wiosna daje mi się we znaki . Od trzech dni mój ogród krzyczy żebym ruszyła ... nazwijmy to "cztery litery" z domu i zajęła się tym co rośnie . Dlatego z sekatorem i innymi pożytecznymi narzędziami ogrodowymi dzielnie przywracam swój ogród do stanu względnego ładu . A po takiej pracy padam zmęczona na kanapę . Tak będzie przez kilka dni .

A potem remont następnego pokoju .

Potem zdzieranie starej farby z jedenastometrowej balustrady i malowanie jej od nowa . Następny etap prac to dokończenie malowania płotu .

I znów remont . Tym razem gabinetu i kuchni . A w tym wszystkim JA . Jako ogrodnik , malarz , sprzątaczka . Czyli taki kombajn wieloczynnoścowy .

Czy dam radę ? Nie wiem . Na razie kołnierz ortopedyczny jest dziennie w użytku . Jak mi będzie ciężko to wpadnę tutaj i  poużalam się nieco . A gdy to nie pomoże to ogród powierzę Matce Naturze i niech wszystko rośnie według własnej woli .

 W miarę wolnego czasu będę zaglądać do Was , żeby wiedzieć co się u kogo wydarzyło . A teraz coś wspomnieniowego . Następne zdjęcia sprzed lat . Dwa pierwsze to zdjęcia z 1920 i 1922 roku .

 

  Na pierwszym zdjęciu jest moja ukochana Babcia Wiktoria . Mama mojej Mamy . A na drugim Babcia z Dziadziem Janem i ich pierwszą córeczką Cecylią . Zdjęcia zrobione są w Danii .

I następna fotografia . Tym razem to moi Rodzice i ja gdy miałam roczek . Chyba bylam słodkim dzieckiem ;-)


Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

WISIOREK

wtorek, 17 kwietnia 2012 23:37

Kilka dni temu przypadkowo otworzyła się moja szuflada szczęśliwych dni i przeniosła mnie do początku lat siedemdziesiątych . A wszystko za sprawą dosyć nietypowego spotkania z człowiekiem , którego nie widziałam czterdzieści dwa lata .

 Pogoda była fatalna a ja wracając z zakupów spieszyłam się do domu . Byłam w podłym nastroju , bo nie kupiłam tego co chciałam . Wiatrzysko wdzierało mi się pod kurtkę i powodowało , że dygotałam z zimna . Przyspieszyłam kroku i prawie że zderzyłam się z jakimś jegomościem . Odskoczyłam przepraszając . Usłyszałam śmiech .

... czy tak się wita starych znajomych ?...

Spojrzałam na śmiejącego się mężczyznę . Gdzie go przypasować ? Niby twarz znajoma , ale za skarby świata nie wiem skąd go znam .

... tylko mi nie mów , że nie poznajesz ... śmiał się starszy pan .

No i niezręczna sytuacja , bo nie poznaję . Uśmiecham się i przepraszam tłumacząc , że niestety ...

... to zapraszam cię na kawę , bo chyba nieco ci zimno ...

Na kawę chętnie . Tym bardziej , że zżerała mnie ciekawość skąd się znamy . Przy gorącej kawie dowiedziałam się z kim mnie zetknął przypadek .

... pamiętasz swoje urodziny czterdzieści dwa lata temu ? ... zapytał w trakcie naszej wspominkowej rozmowy .

... chyba żartujesz . Skąd miałabym pamiętać jakiś dzień sprzed tylu lat ... odparłam wielce zdziwiona .

... a prezent na twoim biurku ? W pudełeczku zapakowany wisiorek ?

Pamięć mam dobrą (czasami nawet za bardzo) , ale nie wiedziałam o czym mowa .

... może powiesz nieco więcej o tym wisiorku ...

... kwadrat . Srebrne obramowanie , a w środku świątynia ze złotymi kariatydami ...

Coś mi w pamięci błysnęło . Faktycznie . Dostałam kiedyś taki wisiorek i chyba mam go w szkatułce . Ale dlaczego nie pamiętałam od kogo go dostałam ?

... czy ty mi go osobiście wręczyłeś ?... zapytałam .

... zostawiłem go na twoim biurku nim przyszłaś do pracy ...  

... z jakimiś życzeniami ? Karteczką ? Lub z czymś co mogłoby mi podpowiedzieć od kogo ten prezent ?...

 Patrzył na mnie ze zdziwieniem .

Wróciłam do domu i wyciągnęłam wisiorek . CARYATIDES . Tak brzmi napis pod świątynią .

 A swoją drogą dziwni są mężczyźni . Prezent bez życzeń czy kwiaty bez bileciku . Skąd my biedne kobiety czy dziewczyny mamy wiedzieć kto nam w ten sympatyczny sposób daje do zrozumienia , że nas lubi ? 


Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

NIE POZWÓL SIĘ SKRZYWDZIĆ

piątek, 09 marca 2012 23:36

Ciężkie dni przede mną , więc jeżeli nie zdążę Was odwiedzać to pamiętajcie , że wszystko nadrobię po remoncie . I miło wiedzieć , że wierzycie w mój zmysł organizacyjny . Ale dzisiaj nie o tym .

W nocy miałam dziwny sen . Obudziłam się z przeświadczeniem , że muszę o czymś pamiętać . Pamiętać o słowach mojej nieżyjącej Mamy , które często mi powtarzała : 

... ceń i szanuj siebie . I nie pozwól się skrzywdzić ...

Mimo , że nie żyje ponad dwadzieścia lat jest zawsze w moim sercu . Nigdy mi się nie śniła , więc tym bardziej przeżywam senne wspomnienie . Nie wiem dlaczego mi się przyśniła , bo do snów nie przywiązuję większej wagi . Ale twarz miała poważną . Mówiła to idąc w moją stronę i patrząc mi prosto w oczy . Może mnie przed czymś lub przed kimś ostrzegała ?

 Chyba wpadam w paranoję , więc na zakończenie :

   MOJA  MAMA  I  JA


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

CHARAKTER CZY WYGLĄD ?

sobota, 18 lutego 2012 20:10

Po wczorajszym dniu nieco odpoczęłam .

Wiem , że lubicie czytać o moich przygodach sprzed lat . Dlatego dzisiaj będzie wspomnieniowo . Ta historia jest dedykowana Sarze , która zagląda do moich wcześniejszych  wpisów i zostawia sympatyczne komentarze .

 Działo się to jakieś cztery lata temu , czyli ponad rok od śmierci mojego Męża . Nadal z trudem dochodziłam do siebie . Przestałam pisać , malować . Jedyną przyjemnością było radio i audycje na żywo do których przygotowywałam się bardzo starannie .

 Przyjaciele i rodzinka próbowali mnie zmobilizować do bardziej aktywnego życia . Pewnego razu moi dalsi znajomi zadzwonili do mnie z prośbą . Chcą mi przedstawić pana , który tak jak ja jest samotny . Najpierw się oburzyłam , że wtrącają się w moje życie . Jednak nie rezygnowali . Po jakimś czasie zadzwonili ponownie .

... co ci szkodzi spotkać się przy kawie ? Będziemy my , jeszcze jedno małżeństwo i ten pan ...

Znów odmówiłam . Byli namolni . Podczas trzeciej rozmowy zgodziłam się , bo wiem że nie daliby mi spokoju . Jednak miałam pewien plan . Wcześniej upewniłam się , że ów pan mnie nie zna . Mieliśmy się wszyscy spotkać w kawiarni .

Była późna jesień . Ubrałam się wizytowo , bo tak wypadało . Lekki makijaż i moja normalna fryzura . Czyli włosy spięte w formie koczka . W szafie znalazłam ponadczasowy długi płaszcz , kilka dodatkowych rzeczy wrzuciłam do przepastnej torby i pojechałam .  Ponieważ spotkanie miało mieć miejsce w innej miejscowości to trochę czasu zajęło mi szukanie owej kawiarni .

 Przed samym wejściem wyciągnęłam z torby stare okulary mojej Mamy , na głowę założyłam chustkę w róże zawiązując ją "po chłopsku" . I tak wystrojona weszłam do lokalu . Dyskretnie rozejrzałam się po sali i widząc znajomych założyłam okulary . Po drodze do stolika mało się nie zabiłam , bo w okularach prawie nic nie widziałam . Moi znajomi zaniemówili , a pan przywitawszy się ze mną przypomniał sobie , że ma coś ważnego do załatwienia . Pożegnał się i zniknął . Zdjęłam okulary , chustkę , płaszcz i przywitałam się ze znajomymi . Teraz byłam sobą .

Znajomi mieli do mnie pretensje , że zrobiłam tak niemądry kawał . A ja zapytałam dlaczego ten niby inteligentny mężczyzna nie dał mi żadnej szansy . Nie próbował mnie poznać . Czy liczy się tylko i wyłącznie wygląd ? A co z charakterem , mądrością , wrażliwością , inteligencją ?

Jeśli mężczyzna ocenia mnie po wyglądzie to ... ja dziękuję . Obejdzie się .

Lecz jeśli kobieta za mój wygląd skreśli mnie z listy swoich znajomych to byłoby mi bardzo przykro . Ale wierzę w mądrość pań . Chyba bardziej doceniają to co ktoś ma w głowie ;-).  


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

BARBÓRKA

niedziela, 04 grudnia 2011 20:07

Deszcz za oknami zacina . Wiatr świszcze i wygina drzewa . Rzadko się zdarza , żeby czwartego grudnia była taka jesienna pogoda . Na Górnym Śląsku ten dzień był zawsze wyjątkowy , bo prawie każdy w swojej rodzinie miał kogoś , kto pracował w górnictwie . Nie tylko w kopalni , ale i w zakładzie produkującym dla górnictwa . W tym dniu od rana budziła nas orkiestra dęta przechodząca ulicami miasta .

Ja pracowałam w zakładzie produkującym aparaturę dla górnictwa , więc z tej racji należał mi się ekwiwalent w naturze . Przed Barbórką każdy pracownik otrzymywał :

dwie żymły - dwie bułki  

krans wusztu - kawałek kiełbasy

halbka - butelkę wódki

paczka cygaretów - paczkę papierosów

W dziale pracowało kilka osób i to same kobiety więc umawiałyśmy się , że jedna zbierze całą wędlinę i ugotuje bigos . Druga zrobi sałatkę , trzecia upiecze ciasto , czwarta zrobi coś co jej najlepiej wychodzi . Co roku spotykałyśmy się w tym dniu u kogoś innego . I była to składkowa impreza . Tańce , śpiewy i przeróżne konkursy były nieodzowne . W dobie braku na rynku czegokolwiek zostawał nam zmysł robienia czegoś z niczego .

Ale były też przepiękne bale barbórkowe , gdzie na parkiecie błyszczały niesamowite kreacje , a stoły uginały się od pysznego jedzenia . I z biegiem lat było bogaciej . Zresztą kogo dzisiaj ucieszyłby kawałek zwyczajnej kiełbasy czy butelka wódki ? A wtedy był to nie lada rarytas .

I coś mnie dzisiaj naszło na wspomnienia . Żebym nie zapomniała - wszystkim Barbarom przesyłam moje serdeczne życzenia . Niech Wam się w życiu wiedzie jak najlepiej @)-->-->--@)-->-->--


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

MIŁY DZIEŃ

czwartek, 10 listopada 2011 20:13

Dzisiaj byłam bardzo zdyscyplinowanym pacjentem . Zero sprzątania i nawet do głowy mi nie przyszedł pomysł robienia czegokolwiek . A wszystko za sprawą porannego telefonu od przyjaciela , który od trzydziestu lat mieszka zagranicą . Jest już na emeryturze i lubi czasami do mnie zadzwonić . Wspominamy stare dobre czasy i śmiejemy się z naszych niektórych przygód . Pijąc kawę , siedząc w fotelu i z włączonym na głośno mówiący telefonem mam takie wrażenie , że On siedzi obok mnie i tak sobie gawędzimy .

 Dom pusty , bo wnusia w przedszkolu , synowie i synowa w pracy . Tylko koty dotrzymują mi towarzystwa . Dzisiaj przypomniał mi nasze wypady w góry . Jeździliśmy autobusem zakładowym (bo w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych takowe były) na przeróżne wycieczki . Płaciło się grosze , bo zakład pracy dopłacał . A zwiedzaliśmy najróżniejsze ciekawe obiekty i zdobywaliśmy niejeden szczyt . Kierownikiem takich wycieczek był mój małżonek (który wtedy był tylko moim znajomym) . Jednak zawsze był gdzieś w pobliżu służąc swoją niesamowitą siłą , gdy w górach było trudniejsze podejście .

... a pamiętasz zdjęcie , które zrobiliśmy przed schroniskiem ?...

Jasne , że pamiętam . Wróciliśmy wtedy z Czerwonych Wierchów . Zmęczeni i głodni . Ale tuż przed zachodem słońca postanowiono zrobić wspólne zdjęcie . Pierwszy rząd siedział na trawie lub klęczał , drugi lekko się zniżył , żeby trzeci było widać . Tylko ja jeszcze się guzdrałam . Mój kolega zawołał mnie , więc ja biegiem do grupy . Widzę , że klęczy na jednej nodze , a druga wygląda jak krzesełko . To ja chop na krzesełko i tak nas uchwycił aparat . Totalne zaskoczenie mojego kolegi , gdy usiadłam mu na kolanie :-D. Wszyscy pokładali się ze śmiechu widząc niesamowitą minę mojego "krzesełka".

... a zdjęcie jeszcze masz , czy je wyrzuciłeś ?... zapytałam .

 ... jasne , że mam . I dużo więcej innych . Właśnie niedawno z żoną przeglądaliśmy je . Nie masz pojęcia ile zdjęć mam z tobą ...

... chciałabym je kiedyś zobaczyć ...

... nie ma sprawy . Wiosną przyjadę i przywiozę ...

 Wspomnienia fruwały po pokoju jak motyle . Lubię takie rozmowy . Mimo , że jesteśmy daleko w takich chwilach tego się nie czuje .

 Nawet zaprosiłam go do "Koprucha" . A co , niech wie że ma koleżankę , która w swym życiu nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania ;-).


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

WĄTPLIWOŚCI

sobota, 05 listopada 2011 19:10

Jeszcze teraz mam wątpliwości czy o tym napisać . Ale mam taki wredny charakter , że wszystko chcę mieć zapięte na ostatni guzik . Czyli przemyślane , przeanalizowane i podsumowane .

 Gdy pojawiają się jakiekolwiek znaki zapytania - gryzie mnie to niemiłosiernie . To się nazywa dzielenie włosa na czworo . Chyba chcę być za bardzo poukładana i zorganizowana . A może dążę do doskonałości i trudno byłoby mi się pogodzić z negatywną opinią o mojej osobie lub o moim postępowaniu ? Tyle wstępu . A teraz historia , która ma dwa wątki .

 Pierwszy sięga okresu , gdy miałam osiemnaście lub dziewiętnaście lat . Poznałam chłopaka , z którym chodziłam , byłam ? Teraz określenie naszej znajomości jest niezbyt istotne . Nasze Mamy także się poznały i zaprzyjaźniły . Była to prawdziwa przyjaźń dwóch kobiet . Gdy drogi chłopaka i moje rozeszły się - ich przyjaźń trwała nadal . Chłopak wyjechał i został na stałe w innym kraju , a ja będąc mężatką i matką miałam świetne relacje z jego Mamą . Traktowała mnie i mojego synka jak część swojej rodziny . Po pewnym czasie z resztą rodzinki wyjechała za granicę i tam została .

 W okresie , gdy w naszym kraju na półkach był tylko ocet i zapałki - przysyłała paczki z odzieżą , słodyczami i artykułami spożywczymi . Najwięcej otrzymywałam ja i mój starszy syn . W każdej paczce był list pełen miłych słów i pozdrowień . Gdy poważnie zachorowałam to Ona załatwiła lekarstwa (wtedy u nas niedostępne) i ekspresowo je przesłała .

 Gdy zmarła moja Mama - dzwoniła od czasu do czasu , żeby się dowiedzieć jak się czuję i czy czegoś nie potrzebuję . Potem telefony się urwały . Zaniepokojona zadzwoniłam i dowiedziałam się , że już tam nie mieszka . Więcej się do mnie nie odezwała i w ten sposób nasz kontakt się urwał .

Drugi wątek to kilka miesięcy po śmierci mojego Męża . Szukając jakichś dokumentów wyciągałam z szafy segregatory . Nagle na podłogę spadła duża koperta , z której wysypały się zdjęcia . Zaczęłam je zbierać i na samej górze zobaczyłam piękne zdjęcie młodej kobiety . Zrobione jeszcze w kolorze sepi . Chyba przed wojną . Piękna twarz , na głowie bardzo oryginalny kapelusik . W pierwszym momencie sądziłam , że to jakaś aktorka . Ale to była koperta ze zdjęciami znajomych Mamy . To była Jej przyjaciółka . Młodziutka i śliczna . Niepowtarzalne zdjęcie , które chętnie bym zatrzymała . Lecz nie miałam do tego prawa . Coś mi mówiło , że powinnam je oddać . Ale komu . Znałam adres pod którym ostatnio ta pani mieszkała . Poprosiłam moją znajomą mieszkającą w tym samym kraju , żeby użyła wszelkich sposobów i dowiedziała się , gdzie teraz przebywa .

 I szok . Przyjaciółka mojej Mamy nie żyła . Próbowałam znaleźć córki , ale wyszły zamąż i  zmieniły nazwiska . Moja znajoma postanowiła odszukać syna , czyli mojego byłego chłopaka . Też bezskutecznie . Wtedy przypomniałam sobie , że miał w moim mieście kolegów . Niestety obaj nie żyli . Znałam żonę jednego z nich i poprosiłam o pomoc . Czyli o adres lub jakąś informację jak zdjęcie przekazać . Wyczułam dziwną niechęć podania jakichkolwiek namiarów . Mój szósty zmysł wychwytywał coś nieokreślonego , ale był to rodzaj nieufności . Tłumaczyłam , że zdjęcie powinno trafić do rodziny , bo to wyjątkowa pamiątka . Może miałam obsesję na tym punkcie , ale co patrzyłam na twarz na zdjęciu - czułam , że musi ono wrócić do bliskich . W końcu  zjawiła się u mnie i zabrała zdjęcie obiecując , że je wyśle . Za kilkanaście dni zadzwoniłam pytając , czy pamiątkę przekazała . Potwierdziła , ale ciągle czułam dziwną niechęć i nieufność . Coś w rodzaju :

... zostałaś wdową i szukasz starych kontaktów ...

Przekleństwem jest mieć dar wyczuwania czyichś emocji i odczuć . Poczułam się jakbym dostała w twarz . A moje intencje były tak czyste , że nawet do głowy nie przyszedłby mi taki pomysł .

 Może zapomniałabym o tym , ale ostatnio na cmentarzu spotkałam ową panią , która przechodząc obok obdarzyła mnie dosyć dziwnym uśmiechem . I znów ten odbiór negatywnych emocji .

 Czy ja naprawdę zrobiłam coś nie tak ? Może powinnam to nieszczęsne zdjęcie oprawić w ramki i zostawić u siebie w domu ? Chyba za bardzo pchałam się , żeby zrobić następny dobry uczynek . Może chciałam naruszyć cudzą prywatność ? Już sama nie wiem .

 Niby nic się nie stało , ale ja czuję się z tym niezbyt komfortowo . A może szukam dziury w całym ? Jednak moja intuicja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła .


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  109 544  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę o swoim życiu , o zmaganiu się z codziennością i o radościach . Dzielę się wspomnieniami śmiesznymi lub smutnymi .

Statystyki

Odwiedziny: 109544

Lubię to

Horoskop

Wodnik

Nie lekceważ uderzenia przez skrzydło motyla....Wszak nawet kamień ulega sile kropelek wody. To co otrzymasz z łatwością - nigdy nie przysporzy ci prawdziwej satysfakcji.

więcej na horoskop.wp.pl